Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iadala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iadala. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2014

Książka pod lupą #17 - "Numery. Chaos"

Rachel Ward - "Numery. Chaos"

"Coś się zbliża...  Coś gigantycznego.  Coś złego. Gruzy, woda, ogień, chaos?  Prawdziwe piekło. 1 stycznia 2027 roku w Londynie stanie się coś strasznego. Zniknie całe miasto.  Zginą miliony ludzi. Adam to wie, bo jak jego mama Jem widzi w oczach ludzi datę śmierci. A prawie wszyscy wokół mają ten sam numer: 112027. Co to będzie?  I co Adam może zrobić?"
Druga część serii "Numery"!

Adam ma dar, tak jak jego mama widzi w oczach ludzi numery - daty ich śmierci, a oprócz tego wyczuwa jak ktoś zginie. W 2026 roku Anglia zostaje podtopiona, powódź zmusza chłopaka wraz z babcią do przeprowadzki - wybierają Londyn. Ale czy był to dobry wybór?

Sara ma szesnaście lat, "rozrabia" w szkole, ciągle ją przenoszą - tym razem trafia do Forest Green - placówki oświatowej z twardymi zasadami. Gdy tam spotyka chłopaka ze swych koszmarów, panikuje. Tylko, co tak naprawdę kryje się pod przykrywką twardzielki?

Adam w kółko widzi trzy numery 1.1.2027, 2.1.2027, 3.1.2027 - oznacza to, że większość mieszkańców Londynu zginie, zginie za niecałe pół roku! Chłopak stara się jakoś temu zaradzić, ale niektórzy nie są w stanie mu wierzyć. 

Sara, wie ze swoich koszmarów, że jej skarb zginie na rękach Adama - tylko czy to okaże się prawdą? Dziewczyna nie wie, czy może mu ufać, mimo, że coś pociąga ją do niego, boi się go, boi się, że zabierze jej to wszystko co ma. 

"Człowiek nie wie co ma, póki tego nie straci."

Rachel Ward, zachwyciła mnie pierwszą częścią "Numerów", ta jej dorównuje, a może nawet przewyższa treścią i formą. Autorka po raz kolejny wykreowała świetną rzeczywistość i bohaterów. Cały czas można odczuć dreszczyk napięcia "co będzie dalej?". Wydawać, by się mogło, że będzie to książka przewidująca - owszem niektóre elementy można poskładać, jednak cały czas znajdzie się coś, co nas zaskoczy.

Główni bohaterowie - Sara i Adam - nie mają łatwego życia, dziewczynę dotyka zło od strony najbliższej rodziny, a chłopaka - od śmierci. Bo kto ma łatwe życie, jeśli na każdym kroku widzi numer 1.1.2027, czuje jak ginie pod gruzami, w nurcie wody, czy w ogniu?

Ward, po raz kolejny świetnie ukazała autentyczność świata młodzieży, nie brakuje tutaj niecenzuralnych słów oraz świetnych opisów emocji - nie tylko dziewczyny, ale też Adama, gdyż książka jest pisana z dwóch różnych punktów widzenia, które przeplatają się kolejno rozdziałami.

Muszę tutaj również wspomnieć o okładce, która jest porażająco piękna na przeciwko pierwszej! Nie widać tego na zdjęciu, ale cała jest pokryta drobnymi, błyszczącymi, srebrnymi liczbami, które ją idealnie wypełniają i nadają dużo lepszego wyglądu.

Autorka znowu świetnie sobie poradziła z napisaniem kontynuacji pierwszej części, dzięki czemu już nie mogę się doczekać, trzeciej, którą już dziś zacznę czytać. Seria naprawdę wciąga, jest wspaniałą, lekką, ale jakże bogatą i fascynującą lekturą. Polecam wszystkim czytelnikom!

Iadala


niedziela, 3 sierpnia 2014

Książka pod lupą #13 - "Syrena"

Tricia Rayburn - "Syrena"

"Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w miasteczku Winter Harbor, w gronie starych przyjaciół. Jednak kiedy Justine, po wielkiej rodzinnej kłótni, wybiera się nad urwisko, by poskakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg, Vanessa nie ma wątpliwości, że to coś więcej niż nieszczęśliwy wypadek. Nagle całe nadbrzeżne miasteczko wpada w popłoch, kiedy rozgrywa się seria ponurych związanych z wodą zdarzeń – fale wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w szerokim uśmiechu… Czy to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a nawet życia, takiego, jakie znała dotychczas?"
Zacznę dzisiaj od tego, że po "Syrenie" spodziewałam się jakiejś lekkiej, ciekawej, może nieco innowacyjnej historii o syrenach i nieco się zawiodłam. Tom pierwszy jest napisany tak, że dosyć szybko się go czyta, ale czasami miałam takie uczucie jakby brakowała mi w tej książce treści. Momentami wcale nie wyczuwałam tych emocji, które wydawnictwo dumnie umieściło w górnej części okładki... Nie była to do końca tajemnicza, romantyczna i pełna grozy historia. 

"Nie rozumiem,jak można wejść do wody tak głęboko,by pod stopami nie czuć dna,nie zanurzając przy tym głowy...a tak naprawdę to nie rozumiem,jak można z własnej woli wejść do wody,która może cię porwać i wciągnąć pod powierzchnię,gdy tylko dotknie kostek."


Myślę, że będzie to dosyć krótka recenzja, gdyż większość treści - przynajmniej tej którą chciałam wam zdradzić jest zawarte w krótkim opisie. Są dwie siostry - które po raz kolejny wyjeżdżają na wakacje, razem z sąsiadami. Wszystko jest fajnie, razem z kolegami bawią się na plaży, gdy nagle pewnego ranka ciało Justine zostaje odnalezione na plaży w Winter Harbor. Dla jej młodszej siostry i chłopaka to straszna tragedia. Oprócz tego w miasteczku ginie coraz więcej osób - są to mężczyzni których odnajdują zawsze z uśmiechem na twarzy. W tym czasie znika - Caleb - ukochany zmarłej. Simon - jego brat i Vanessa starają się rozwikłać to co się dzieje w małym, nadmorskim miasteczku. Tutaj odkrycia są coraz bardziej dziwne i straszne - więc czy zmienią życie Vanessy na zawsze?

"Jej głos otaczał mnie niby chłodna poranna mgła unosząca się nad jeziorem,otulał moje ramiona i nogi cienką,szarą powłoką,którą najchętniej natychmiast bym z siebie spłukała,"

Tak, jak napisałam już wyżej "Syrena" do moich ulubieńców nie należy, jednak każdy ma różne gusta i słyszałam o niej również dużo pozytywnych opinii, więc jeśli będziecie chcieli jakąś miłą, lekką lekturę to spróbujcie, anuż wam się spodoba. Ja z całego serca przyznaję, że styl pisania Rayburn nie przypadł mi gustu, książkę czytało mi średnio, nie wywołała u mnie wielkich emocji (a prawie na każdej książce płaczę/śmieję się/klnę - zależnie od sytuacji), dlatego też nie dam jej wysokiej noty. Plusem jest chyba to, że nie ma wielu książek które opierają się tylko na historii syren - większosć obecnej literatury fantasy jest szczególnie nacechowane na wampiry i likantropy, toteż autorka wykorzystała dosyć oryginalną wizję - niestety gorzej z wyszło z jej przedstawieniem.


Iadala



czwartek, 31 lipca 2014

Kącik Pisarza #004

Druga odsłona najczęstszych blogowych błędów. :)


Witajcie!

Dzisiaj przedstawię wam najbardziej rażące mnie błędy, na różnych blogach, postaram się to zrobić z nutką humoru, ale nie zraźcie się jeśli wyjdzie to trochę sarkastycznie, gdyż jestem taka z natury. ;)

Notka obiecana dawno, ale nareszcie się pojawia! :)

Nie bierzcie niczego, co jest napisane kursywą, na serio - znam zasady poprawnej polszczyzny, a pisząc te kawałki nieźle się uśmiałam... :)



1. Błędy ortograficzne w podstawowych słowach.


"- Och! - Jenknęłam w jego usta. Drżałam z porządania, z pasjom odpowiadając na uczóciowe pocałunki mojego kohanka. Tak mocna namientość jest niczym zuo w czystej postacji."

Nienawidzę, gdy widzę na jakimkolwiek blogu, w jakimkolwiek poście błędy pierwszego stopnia, w prostych wyrazach... Tutaj nieco to wyolbrzymiłam, ale widziałam ponad połowę z tych błędów w różnych opowiadaniach. MAKABRA! 

Początkującym pisarzom, amatorom, którzy wiedzą, że czasem mają problem polecam, albo rozwiewanie wszelkich wątpliwości wraz z ukochanym słownikiem, bądź znalezienie dobrej duszy, anioła znającego się na ortografii, potocznie zwanego "betą".


2. Powtórzenia.


"Przyszłam w odwiedziny do Maxa. Max mieszkał w małym domku nad brzegiem morza. Domek był mały, niebieski i nieco odrapany z zewnątrz. Max był z niego dumny, gdyż kupił go z własnych pieniędzy. Max był również szczęśliwy z tego powodu, że sam go urządził i wyremontował. Ojciec Maxa był z niego dumny, że się ustatkował. Max mieszkał w tym małym, niebieskim domku już od dwóch lat.  W domku Maxa odbywało się też większość imprez naszej paczki."

Gdy używamy w kółko tych samych zwrotów, wyrażeń, nazw, cały tekst robi się "masłem maślanym", jest nudny, prosty i średnio przyjemny w odbiorze dla czytelnika. Jest tyle możliwości - dla każdego wyrazu istnieje coś takiego jak możliwość użycia synonimu, czy zaimka!

Ważne - nie przesadzaj również z zaimkami. Jeśli nie wiesz, czym zastąpić dany wyraz sięgnij po słownik wyrazów bliskoznacznych - ten papierowy, czy też internetowy. W ten łatwy sposób, na pewno znajdziesz to czego potrzebujesz! :)


3. Literowe smaczki ;)


Na blogach, pojawiają się też często błędy z pisownią wyrazów, z nieco inną wymową...
Z takich podstawowych i najczęstszych kojarzą mi się obecnie (przekreślona błędna pisownia, kursywą poprawna):

Z kąd? Skąd?
A nóż, widelec... A nuż, widelec...
Napewno... Na pewno...
Na prawdę... Naprawdę...
W każdym bądź razie... W każdym razie.../Bądź co bądź...


4. Spacje przed znakami interpunkcyjnymi, bądź całkowity brak interpunkcji! ;-;


"Cześć , misiu ! Co tam u ciebie słychać ? 
 Ach kochanie , wszystko wspaniale ! Wpadnę do ciebie później to pogadamy bo nie mam teraz czasu ! 
Ok-szybko odpowiedziałam ( będąc sfrustrowana ) . " 

Na Anioła, jak można coś takiego publikować w internecie? Zdarzają się takie przypadki, nawet nie mówcie, że nie... Rozumiem, czasem każdemu zdarzy się jakiś błąd, przez przypadek, w trakcie szybkiego pisania, czy cokolwiek, ale wstawianie każdego długiego postu, wyglądającego, tak, a nie inaczej to przesada. 

Dlaczego nienawidzę tych błędów u innych? Po pierwsze jest to niepoprawne, po drugie obrzydliwie wygląda, po trzecie mam ochotę rozwalić komputer, jak na coś takiego patrzę, a zbyt mocno go lubię. :)
Powinnam wyjaśnić jak nie popełniać takich błędów, ale cóż... Sama nie wiem jak to wytłumaczyć... Przed etapem blogowania, czy też bycia w blogosferze, nie widziałam tych błędów w takich przerażających ilościach... Jest to dla mnie koszmar... 

Dlatego moi drodzy, króciutko napiszę - NIE ROBIMY spacji przed kropką, wielokropkiem, pytajnikiem, wykrzyknikiem, dwukropkiem, średnikiem, cudzysłowiem oraz po otworzenieniu nawiasu i przed zamknięciem nawiasu. Spację natomiast wciskamy przed otworzeniem nawiasu lub postawieniem myślnika!



_____________________________________
Obecnie tylko tyle rzeczy przychodzi mi na myśl... 
Być może pojawi się jeszcze odsłona trzecia błędów. :)
Jeśli wy znajdujecie jakieś mocno rażące was błędy - napiszcie nam o tym w komentarzu! :)
Dotrwałeś, aż dotąd? - Gratulacje! - Zostaw po sobie ślad - będziemy wdzięczni za komentarz! :)
Pozdrawiam Was mocno, Iadala 

poniedziałek, 28 lipca 2014

Książka pod lupą #12 - "Klątwa tygrysa"

Colleen Houck - "Klątwa tygrysa"

"Magnetyczne oczy tygrysa.
Pradawna klątwa, którą zdjąć może tylko ona.
Namiętność silniejsza niż strach.
Razem muszą stawić czoła mrocznym siłom.
Czy poświęcą wszystko w imię miłości?"
Kelsey Hayes to zwyczajna nastolatka - co prawda straciła rodziców, jednak całkiem dobrze zaklimatyzowała się w przybranej rodzinie. Gdy skończyła szkołę średnią postanowiła w wakacje popracować, by zarobić nieco na studia. Propozycja jaką uzyskała w pośredniaku to dwutygodniowa pomoc w cyrku. Dziewczyna zgodziła się, widząc, że będzie musiała pomagać przy tygrysie, który jak się okazało później, oczarował ją. Był nadzwyczaj łagodny i niemalże "ludzki". Połączyła ich niezwykła więź przyjaźni.

"Na plakacie widniało zdjęcie białego tygrysa. Proszę, proszę, pomyślałam. Witaj, mam nadzieję, że nie ma was więcej... i że pożeranie nastolatek nie sprawia ci szczególnej przyjemności."

Pewnego dnia w cyrku pojawia niezwykły człowiek - Anik Kadam - który odkupuje tygrysa Dhirena od właściciela i proponuje Kelsey by ta towarzyszyła mu w drodze do indyjskiego rezerwatu tygrysów, czyli Narodowego Parku Ranthambone. Dziewczyna po zastanowieniu zgadza się - w końcu może być to niesamowite doświadczenie. Może zwiedzić Indie i dodatkowo dostać za to wynagrodzenie.

Wszystko jest wspaniałe - a szczególnie przelot luksusowym samolotem. Dalsza podróż niestety ma się odbyć już bez Pana Kadama - Kelsey trochę się tego obawia i służnie. Jej kierowca nagle znika, gdy ta poszła do sklepiku na stacji benzynowej. Jedynym szczęściem jest to, że odnajduje swojego tygrysa wśród zarośli i podążając za nim przedziera się przez puszczę. Tylko co się stanie, gdy okaże się, że Ren to tak naprawdę indyjski książę, który został przeklęty? Czy Kelsey zgodzi się pomóc mu zdjąć klatwę i zyskać przychylność bogini Durgi? Przed parą wiele niebezpieczeństw, zadań i przygód. Między nią, a błękitnookim tygrysem pojawi się uczucie, tylko czy będzie ono w stanie to przetrwać?

"Zakochanie się w nim byłoby jak skok do wody z wysokiego klifu: mogłoby się okazać albo najbardziej emocjonującym, co mi się kiedykolwiek przytrafiło, albo najgłupszym błędem jaki w życiu popełniłam. Sprawiłoby, że miałabym po co żyć, albo roztrzaskałoby mnie o skały i połamało na zawsze."

"Klątwa tygrysa" to książka, która prawdę mówiąc przyciągnęła mój wzrok czarującą okładką. Jest na niej przedstawiony tygrys - biały tygrys z niezwykłmi oczami i hipnotyzującym wzrokiem. Sam opis książki nie zachęcił mnie zbytnio do przeczytania - no może jedynie motyw tygrysa, który niezwykle rzadko przewija się we współczesnej literaturze. Zbliżające się święta Bożego Narodzenia i prezenty przyniosły mi pierwsze trzy tomy tej serii. 

Rozpoczynając czytać lekturkę, byłam nieco zawiedziona - pierwsze kilka stron naprawdę zanudza, ale już później pojawia się Dhiren i robi się coraz ciekawiej, dlatego warto się przełamać i dotrzeć do dalszej treści.
Powiem krótko - książka jest wspaniała! Dobrze wyważone opisy, niezwykle ciekawie i barwnie ujęta kultura indyjska, nawiązania, zwroty i symbole bardzo mi się spodobały. "Klątwa tygrysa" wręcz przyssała się do mojego serca i szybko ją "pochłonęłam". Nie mogłam się doczekać następnych wydarzeń, bo ta część zostawia nam wiele pytań.

"Klucz do szczęścia to starać się wykorzystać to, co przyniesie los, i być za to wdzięcznym."

Fabuła nie jest do końca przewidywalna - koniec książki był dla mnie wielkim i co prawda bolesnym zaskoczeniem. Autorka wykreowała zupełnie inną powieść - nie ma w niej nic o wampirach i wilkołakach, a mimo to, ma wątek fantastyczny, który bardzo mi się spodobał. Pokochałam tę książkę i polecam ją każdemu fantaście. <3 Dobra treść, świetna fabuła, akcja, niezwykłe postacie i kultura indyjska to ciekawe połączenie. W dodatku ta książka jest kopalnią bardzo interesujących cytatów.  :)

Iadala :)



środa, 23 lipca 2014

Liebster Blog Award - Iadala :)

Witajcie! :)

Dzisiaj trochę inny rodzaj postu, albowiem zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Lost in Dreams! (http://books-myworld.blogspot.com/) Bardzo dziękuję za nominację :)

Teraz czas na pytania, jaka droga Lost in Dreams wymyśliła:

1. Co Cię inspiruję? 
Szczerze mówiąc - prawie wszystko. Może to banał, ale potrafią mnie inspirować różne rzeczy, począwszy od tekstów piosenek, przez wypowiedzi ludzi wokół mnie, aż po różne widoki, krajobrazy, przedmioty. Kiedyś do pisania zainspirował mnie nawet ból gardła! Tak, wiem, jest to bynajmniej dziwne, ale czy ktoś mówił, że jestem normalna...? ;)

2. Gdy czytasz książkę/oglądasz film jacy bohaterowie są Ci najbliżsi? Jakie mają charaktery?
Mojemu sercu najbliższe są nieśmiałe osoby, mające rozbudowany, ciekawy, lecz mocno skryty charakter. Dlaczego? Cóż, sama taka byłam przez większość swojego życia, dopiero niedawno zaczęłam otwierać się na świat.

3. Kiedy pada deszcz uważasz, że dzień jest stracony, czy może masz pozytywne nastawienie? 
To zależy od dnia! Gdy nieraz wstaję i widzę szare bloki, ulewę i grafitowogranatowe niebo, to nie mam sił na nic... Najlepiej byłoby wrócić do ciepłego łóżka i nie wstawać, dopóki nie wyjdzie słońce. A czasem, potrafię stać w deszczu z uśmiechem na ustach. :) A wieczorne burze, czy ulewy kocham! Najczęściej wychodzę wtedy na balkon, wystawiam ręce za balustradę i wystawiam twarz w stronę lecących kropli. To takie moje małe zboczenie. ;)

4.  Jak najchętniej spędzasz wolny czas? 
Mam wiele opcji: czytanie, pisanie, słuchanie muzyki, spotkania z przyjaciółmi, wypady na basen, spanie, siatkówka, spacery po mieście i... zadania z chemii (tak, jestem dziwna i tak, lubię chemię). :)

5. Co pomaga Ci się skupić, a co Ci przeszkadza? 
Jeśli potrzebuję naprawdę mocno się skupić, to potrzebuję ciszy, bądź cichej muzyki. Generalnie mam podzielną uwagę i przeważnie ucząc się, obok siebie mam komputer z włączonym facebook'iem, w tle włączony telewizor (najczęściej Polsat Sport HD, bądź Polsat Sport Ekstra HD xd - bądź każda inna stacja, jeśli jest tam tylko transmitowana siatkówka) i milion innych rzeczy, a mimo to, uczę się doskonale. :)

6. Czy jesteś osobą ambitną?
Jak cholera! (Przepraszam za wyrażenie. ^.^) Jestem strasznie ambitna, praktycznie we wszystkich strefach życia. Uwielbiam być najlepsza we wszystkim co robię (taka ślizgońska cecha), jednak przeboleję porażkę. ;) 

7. Pięć tytułów książek, lub filmów, które twoim zdaniem zasługują na szczególną uwagę.
"Szukając Alaski" - John Green
"Gra Endera" - Orson Scott Card
"Wyścig Śmierci" - Maggie Stiefvater
"Numery" - Rachel Ward
"Cienie na księżycu" - Zoë Marriott 

8. Jaki kraj, lub nasze rodzime zabytki budzą twoją ciekawość i chciałabyś poznać je bliżej?
Moim marzeniem jest wyjazd do Indii, Australii i Rosji. Czy się uda? Nie wiem... 
Z krajowym perełek, chciałabym zwiedzić Wrocław (za rok powinno się ziścić), bardziej poznać Warszawę, Poznań, Bydgoszcz ^.^

9. Jesteś typem marzyciela, czy twardo stąpasz po ziemi?
Staram się twardo stąpać po ziemi, bo życie mnie już mocno doświadczyło, jednak mam w sobie nutkę marzyciela. Czasem mam różne "wizje" swojej przyszłości, takiej jaka mi się marzy. :)

10. Gdyby ktoś zaproponował Ci podróż dookoła świata w 80 dni, wyruszyłabyś? Dlaczego tak/nie?
Tak. Zdecydowanie, tak. Do tej pory nie miałam zbyt wielu okazji do wyjazdów za granicę, nie byłam nigdzie dalej niż Czechy, czy Słowacja. Jestem ciekawa świata i od lat marzy mi się taka podróż!

11. Czy chciałbyś zamieszkać gdzieś poza Polską?
Szczerze - nie wiem. Nigdy nad tym nie myślałam. Co prawda czyniłam plany np. lepszej nauki języka, gdybym gdzieś wyjechała, ale raczej nie byłby to wyjazd do końca życia...



Nominuję:

Marcela Pomper - Books are the mirror of soul
Oxuria - Oxu
Elfik Book - Lustrzana nadzieja
Aidê - Listy do Pani M.
Zakochana Księżniczka - Zakochana w treści
Sylwia Tylkowska - Moje spojrzenie na kulturę
i wszyscy, którzy chcą dołączyć! :)

PYTANIA!

1. Od jakiego czasu jesteś "książkoholikiem"?
2. Jakie książki najchętniej czytasz i dlaczego?
3. Lubisz chodzić do kina? 
4. Ostatni film jaki obejrzałaś, to...? Jak ci się podobał?
5. Co sprawia, że na twojej twarzy pojawia się uśmiech?
6. Czy jesteś idealistą?
7. Twój sposób na nudę...?
8. Jak powstał pomysł założenia bloga?
9. Co cię inspiruje do pisania postów?
10. Jaki jest twój ulubiony bohater książkowy?
11. Pięć książek które poleciłabyś każdemu, to...?


_________________________________
Co sądzicie o takich akcjach, jaką jest LBA?
Czekam na wasze komentarze! :)
Pozdrawiam, Iadala



poniedziałek, 21 lipca 2014

Książka pod lupą #11 - "Szukając Alaski"


John Green - "Szukając Alaski"

"Tak wielu z nas musiało żyć z tym, co zrobili, bądź z tym, czego nigdy nie zrobili. Z tym, co się nie udało, z tym, co w danej chwili wydawało się właściwe, ponieważ nie potrafiliśmy przewidzieć przyszłości. Gdybyśmy tylko potrafili dostrzec niekończący się ciąg konsekwencji naszych najmniejszych czynów. Jednak nie możemy wiedzieć więcej - do czasu, aż taka wiedza stanie się bezużyteczna."

"Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.
Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości."

Kolejna powieść Johna Greena, została porównana do genialnego "Buszującego w zbożu" (Którego nie miałam okazji, jeszcze przeczytać...) i muszę stwierdzić, że prawdopodobnie zasługuje na ten tytuł. Tym razem autor, pokazuje nam normalną młodzież, ale czy do końca jest ona taka zwyczajna?

Głównym bohaterem jest Miles Halter, szesnastolatek, omamiony marzeniami, wiodący do tej pory życie samotnika, wreszcie wyruszający do rygorystycznej szkoły Culver Creek, w poszukiwaniu własnego Wielkiego Być Może. Czym ono jest? Na razie tego nie wie. Ma być to po prostu najlepsze przeżycie rzeczywistości, zmieniające cel jego życia. Miles, szybko zapoznaje się ze swoim niskim, ale niezwykle żywiołowym współlokatorem - Pułkownikiem - oraz jego przyjaciółmi Takumim, Larą i piękną, urzekającą Alaską Young, otrzymując jednocześnie wspaniały pseudonim "Klucha".

"- Dlaczego palisz tak cholernie szybko? - zapytałem.(...) Uśmiechnęła się, rozradowana jak dzieciak w ranek Bożego Narodzenia i rzekła:- Wszyscy palicie dla przyjemności. Ja palę po to, aby umrzeć."

Nastolatkowie nie boją się łamać regulaminu, a Klucha po pewnym czasie przełamuje swoje opory przed wejściem w "złe towarzystwo" - jakby to nazwali jego rodzice. Picie, palenie, głupie żarty, łamanie ciszy nocnej, przebywanie w zakazanych pokojach to codzienność. W tym miejscu można by pomyśleć - czyżby miałaby być to kolejna książka o nudnym życiu, przeciętnych nastolatków? Jednak po tak wybitnym erudycie, jakim jest, przynajmniej według mnie, John Green, możemy oczekiwać czegoś więcej - i oczywiście dostajemy to!

"Szukając Alaski", mimo tego, że na początku nie do końca to widać, jest wspaniałą, refleksyjną, pełną życiowych prawd i przemyśleń, powieścią. Brnąc coraz dalej, w kolejne strony tekstu, treść coraz bardziej nas wciąga. Pierwsza połowa - PRZED - jest zdecydowanie lżejsza, a - PO - bardzo mocno naładowana podłym, smętnym nastrojem, ale też wieloma refleksjami. Czym jest nasz labirynt cierpienia? Jak się z niego wydostać? Jaką wagę odgrywa miłość, przyjaźń i religia w naszym życiu? Czy niefortunne zdarzenie z przeszłości, problemy rodzinne, brak akceptacji, niezrozumienie, uprzedzenia mogą mieć wpływ na twoje życie, bądź śmierć? Czym jest nasze Wielkie Być Może? Czy warto dążyć do jego odnalezienia? Jakie tajemnice może skrywać pozornie szczęśliwa Alaska? 

"Budda twierdził, że przyczyną cierpienia jest pożądanie i że gdy ustaję pożądanie, ustaje cierpienie."

John Green, jak zwykle stawia nas przed niezwykłymi, trudnymi pytaniami, które mogą nas porządnie zagnieść emocjonalnie i psychicznie. Całą książkę, przeczytałam z małymi przerwami, cierpiąc po niej przez trzy tygodnie na "kaca moralnego i książkowego". Początkowy nastrój książki jest niezwykle łatwy w odbiorze, autor pokazuje swój oryginalny humor, jednak później jest coraz bardziej poważny i zmuszający czytelnika do refleksji. "Szukając Alaski" to według mnie książka dla dojrzałych emocjonalnie odbiorców, którzy będą zdolni docenić mocny, głęboki warsztat twórczy Greena, poruszający morale osób, potrafiących zrozumieć ukryte motywy, oraz kolejna kopalnia wspaniałych cytatów, mających niezwykły wpływ na czytelnika. Powieść polecam każdemu, chociażby, po to, aby zapoznać się z ciekawym, oryginalnym stylem Greena, by powoli uświadamiać sobie okrutność życia oraz to, że niektórzy są jedynie pozornie szczęśliwi... Na sam koniec, moich nocnych wypocin, zostawiam was z pytaniem, z tej fascynującej lektury:

"Jak ty-właśnie ty-zamierzasz wydostać się z tego labiryntu cierpienia?". 



___________________________________________________
Mam nadzieję, że recenzja się wam spodobała. :)
Jeśli przeczytałeś - skomentuj, doceń naszą pracę. :)

Tekst opublikowany również na moim blogu. 
Pozdrawiam, Iadala

niedziela, 13 lipca 2014

"Kilka słów o..." #8

Kilka słów o... blogu recenzenckim oraz Mirror of soul :)


Dzisiaj trochę inny rodzaj notki - w ramach chęci przybliżenia czytelnikom pracy bloggera, który prowadzi blog recenzencki i współpracuje z wydawnictwami, przeprowadziłam wywiad z Marcelą, z bloga Books are the mirror of soul! :)

Nie przedłużając, przedstawiam wam moją rozmowę z Mirror!

__________________________________


1. Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem i skąd wziął się pomysł na założenie bloga z recenzjami?

Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się jeszcze przed założeniem bloga recenzenckiego, wtedy to pisałam opowiadanie i fanfik. Ale czułam, że to jednak nie moja bajka. Już wtedy uwielbiałam czytać - rodzice wychowali mnie na bajkach, potem coś ciężko mi było zaprzyjaźnić się z literaturą, ale jak widać teraz przyjaźń kwitnie.

Założenie bloga z recenzjami to był spontaniczny pomysł - kiedy odkryłam serwis lubimyczytac.pl i poznałam osoby prowadzące blogi (wcześniej nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje), pewnego wieczora stwierdziłam, że i ja chcę w ten sposób zachęcać do czytania nie tylko znajomych ale i innych, polecić czy odradzić komuś lekturę czy po prostu napisać co sądzę o danej książce. I jak widać udało się. :)


2. Skąd pomysł na tak oryginalną nazwę bloga?

A to drugi spontaniczny pomysł! Wpisywałam kilka kombinacji i każda była już zajęta, po którymś tam razie stwierdziłam, że trzeba znaleźć coś innego. A że akurat uczyłam się przysłów z angielskiego, i spodobało mi się: “Eyes are the mirror of the soul...”, które jak się okazuje jest cytatem z książki autorstwa Paula Coelho. Zamieniłam tylko słowo "oczy" na "książki" i powstała nazwa bloga jak i skrót do Fan Page'a: Mirror of soul. Zbieg przypadków sprawił, że nazwa świetnie pasuje do mojego charakteru i szczypty tajemniczości - a o to mi chodziło. :)

3. Nazwa świetnie pasuje! Wiele osób, na pewno zastanawia się, czy prowadząc samemu tak, znanego i świetnie prosferującego bloga, ciężko jest pogodzić np. naukę, życie towarzyskie itd... Jak Ty sobie z tym radzisz?

Miło mi, że i ktoś inny tak sądzi Ależ mi słodzisz Droga Olu! Wracając do pytania - wiele osób z mojej szkoły o to pyta. Na wszystko znajdę czas, zwłaszcza, że działam w kilku organizacjach i portalach - można mnie teraz wyśmiać. Ale da się wszystko ogarnąć - naukę zwykle odkładam na późno - nocne godziny i jakoś na oceny na koniec roku nie narzekam. Ze znajomymi też się spotykam, czy rozmawiam przez telefon. Ogólnie jeśli mam coś zrobić, to potrafię siedzieć do rana, byleby wszystko było. A, że jestem osobą, co robi na ostatnią chwilę wszystko - często tak się dzieje. Czyli w skrócie moje życie biegnie spokojnie, optymistycznie i czasem spontanicznie. 

4. Obecnie współpracujesz z wieloma autorami i wydawnictwami. Od kiedy zaczęłaś współpracować z wydawnictwami? Czy dajesz radę, mając tak wiele obowiązków?

Nazbierało się tego przez ponad rok troszeczkę.  Hm... z tego co pamiętam to jakoś w kwietniu, czyli 2 miesiące po założeniu bloga dostałam wiadomość od autorki "Arisjańskiego fioletu" - Poli Pane z taką propozycją. A kilka dni później od Wydawnictwa Borgis z pytaniem o współpracę. Ale szczerze przyznam, że na początku musiałam czerpać z rad starszych koleżanek po fachu, bo nie wiedziałam, że coś takiego jak współpraca z wydawnictwem czy egzemplarz recenzencki istnieje. Teraz jednak "nastały nowe czasy", bo wielu bloggerów o tym mówi i pisze. Bardzo jednak się cieszyłam i nadal cieszę, że wydawnictwa i autorzy mi ufają i powierzają swoje perełki. Co do dawania rady, to jakoś sobie daje - bywają miesiące, gdy niestety ciut muszę zwolnić z czytaniem, bo są inne sprawy, ale ogólnie to wyrabiam na wszystkie terminy.

5. Taka współpraca, to na pewno wspaniała sprawa - masz wielki dostęp do różnych książek. Jakie się zalety, a jakie wady współpracy recenzenckiej?


Oj zgadzam się z Tobą - rzecz wspaniała i cenna, bo niestety, gdybym miała kupować wszystkie książki, które mnie interesują, pewnie teraz by mnie tu nie było, bo tonęłabym w długach. xD

Zalety takiej współpracy, to jak już powiedzieliśmy - dostęp do skarbnicy książek takiego wydawnictwa, możliwość otrzymania książki przed jej oficjalną premierą, współpraca z przemiłymi ludźmi, co warto powiedzieć otwarcie - otrzymujemy je za darmo, no i oczywiście wydawca nie wymusza na nas, że jeśli ofiaruje nam książkę, wychwalamy wniebogłosy, bo to dostaliśmy - wydawca daję wolną rękę co do opinii no i oczywiście książka przechodzi na naszą własność, więc możemy zrobić z nią to, co nam się żywnie podoba.

Wadami natomiast jest termin, w jakim recenzent musi napisać recenzję, czas jaki poświęcamy na przeczytanie dzieła, czasem nawet wpychanie na siłę lub bez naszej wiedzy dodatkowych powieści, której nie mamy ochoty przeczytać (ale to zdarza się raz na milion).

Jest to więc rzecz bardzo miła, ale trzeba też wziąć wszelaką odpowiedzialność i mieć umiar. Bo jakbym miała pozamawiać z tuzin książek do recenzji - to coś czuję, że fizycznie bym nie wyrobiła.


6. Dokładnie! Myślę, że bloggerów, może zainteresować też fakt, jak zdobyłaś tak liczne grono obserwujących, czy też fanów na fanpage'u. Czy reklamowałaś gdzieś swojego bloga, starałaś się go rozgłosić, czy poszłaś, na tzw. "spontan" - co będzie, to będzie? 

Z tego co patrzę, to chyba całe to moje blogowanie to spontan i tzw. co będzie, to będzie Jakoś wielce nigdzie tego nie rozgłaszałam, po prostu czytałam blogi innych, komentowałam wpisy. Nic po za tym. Dużą reklamę jednak daje udostępnianie prze autorów czy wydawnictwa recenzji - możliwe, że nowe osoby wchodzą... i czasem zostają na dłużej Nadal się zastanawiam, że tyle osób ze mną wytrzymuje! I to tak długo... Ale dzięki np. niektórym wpisom poznałam wielu obecnych znajomych i przyjaciół, i często na wzajem się wspieramy. Taka jedna wielka rodzina. :)

7. Teraz pytanie typowo czytelnicze. Co najchętniej czytasz i co poleciłabyś naszym czytelnikom?

Jak można zauważyć w większości jest to literatura fantastyczna, ale też czytam dużo książek typowo młodzieżowych, jak i romansów. Jednak, jeśli książka przyciągnie mój wzrok, to z chęcią po nią sięgam, ostatnio np. czytałam pierwszy kryminał, kiedyś nawet sięgnęłam po thriller psychologiczny. Ale na dystans trzymam się od książek historycznych i religijnych - to nie moja bajka niestety. Za to cenie sobie literaturę naszych rodzimych pisarzy - bo i w naszym kraju można znaleźć istne perełki!

A co poleciłabym czytelnikom? Trudny orzech do zgryzienia, przy tak wielu ciekawych książkach... Chyba jednak sami będą musieli spojrzeć i wybrać coś dla siebie z polecanych przeze mnie książek Bo sama musiałabym tu duuużo wymieniać.


8. "Szacunek do książki" - czyli o tym jak ją traktować. Niektórzy rzucają je gdzie popadnie, używają dziwnych zakładek, piszą po kartkach... Co o tym sądzisz i jak sama traktujesz książki?

Taakkk, tu wypowiedzieć by się mogli moi znajomi ze szkoły, których czasem aż szokuję zachowaniem i troską o książki. Mam na tym punkcie poważnego bzika - nie ważę się niszczyć książki np. do szkoły, jak wkładam ją do plecaka jest w 3 kopertach bąbelkowych, by się nie uszkodziła. Dlatego jak patrzę na niektóre książki w bibliotekach, to aż serducho się kraja... Co do innych - jak każdy traktuje książki to jego sprawa, ja wiem, że za moimi do wody bym wskoczyła, by je ratować, pewnie topiąc się przy tym. xD Takie tam zboczenie zawodowe już... A pisanie po książkach uznaję jeśli chodzi o autograf lub dedykację - nie koniecznie od autora, ale tylko w tych przypadkach.


9. Masz jakieś rady, które, mogłabyś przekazać innym bloggerom? Lub osobom myślącym nad założeniem bloga?

Jest jedna rada, którą chętnie się podzielę - jeśli ktoś z Was chciałby założyć bloga, a zastanawia się, analizuje "za" i "przeciw", to niech na chwilkę przestanie tak to postrzegać i niech pożyje chwilą! Spontaniczne decyzje czasem mogą znacząco wpłynąć na nasze życie. Poza tym, warto spróbować - nikt przecież nie ukatrupi Cię potem, za usunięcie bloga. A nuż, widelec Ci się spodoba i będzie to jak w moim przypadku pasja? Ja myśląc tylko o dzieleniu się swoją opinią zyskałam o wiele więcej, jak na przykład wielu przyjaciół i znajomych. Często myślę, co bym zrobiła bez tej mojej spontaniczności... Kilka kroków, a może odwrócić Twoje życie w inną stronę. Po prostu, jeśli to czujesz - nie zastanawiaj się. :) Ot taka złota myśl...

10. Na pewno się komuś przyda. :) Droga Mirror, dziękuję ci bardzo, za poświęcony czas! Życzę ci dalszej, owocnej pracy na blogu!

Ja również dziękuję Ci za propozycję wywiadu, jak i życzę dalszych sukcesów Twojej strony! 


__________________________________


Co sądzicie o słowach Mirror - jako czytelnicy i jako bloggerzy? :)
I jak podoba wam się taki rodzaj notki? 
Czy chcielibyście poczytać wywiady z autorami książek?
Czekam na wasze komentarze!
Iadala

czwartek, 10 lipca 2014

Twóczy kącik #1 -

Twórczy kącik, to kolejna odsłona postów na naszym blogu :)
Będą to opowiadania, fanfiction, wiersze, przemyślenia naszych fanów i nas :) Dzisiaj na pierwszy rzut - opowiadanie adminki Ami :) 
Co o nim sądzicie? Czekamy na komentarze!

Niemała rewolucja

Waszym zdaniem, jak długo można znosić upokorzenie? Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć,że to zależy od psychiki. W moim przypadku było to półtora roku, więcej nie wytrzymałam. Ostatni raz był właśnie dziś. Do szkoły weszłam jak każdego dnia. Ubrana zwyczajnie, w dżinsy i amarantowy sweterek. Zeszłam do szatni i zobaczyłam, że na mojej szafce wisi kartka z napisem: "CHCESZ SIĘ ZABAWIĆ? SPOTKAJ SIĘ Z TAMARĄ DULEWICZ!". Odczepiłam ją, porwałam i wrzuciłam do kosza. 

Rozebrałam się ze ramoneski, zamknęłam szafkę na kluczyć, włożyłam go do kieszonki spodni, chwyciłam torbę i poszłam pod salę do zajęć artystycznych. Tam siedziała już Fantastyczna Czwóreczka, czyli cztery panienki, które chyba nigdy nie występują w pojedynkę. 

- Tamara, dawaj spisać z matmy! - rzuciła jedna z nich, Natalia. 

- Tak! Już ci daję! A nie, czekaj! Zapomniałam... nie mam ochoty - powiedziałam z dziwną pewnością siebie. 

- Co?! Patrzcie, Tamarka się sprzeciwia - zareagowała Andżelika. 

- Okej! Znajdziemy sobie kogoś innego - wyraziła się Magda. 

- Ale jeszcze tego pożałujesz! - ostrzegała Anita. 

Nie słuchając ich, poszłam, usiąść na schody przy strychu szkoły. Minęło aż 15 minut, kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję. Nie śpiesząc się, poszłam do klasy. Okazało się, że muszę usiąść z Andżeliką. Robiliśmy jakąś pracę plastyczną. Po jej skończeniu należało posprzątać. Więc kto miał to zrobić na naszej ławce? Oczywiście, że ja. Kiedy szłam wylać wodę z kubka i wypłukać pędzle. Za mną Anita "niby" potknęła się i wylała wodę ze swojego kubka na moje nowe dżinsy, robiąc plamę na tyłku, a mój sweterek zdobiły teraz niebieskie bohomazy. 

- Ooo... Bardzo cię przepraszam, Tamara! Ale ze mnie gapa! Spojrzałam na nią wściekła. Ona stała i jeszcze drwiąc ze mnie, udawała, że szczerze przeprasza. 

- A może masz w swojej szafce coś co zakładasz robiąc szybki numerek w łazience? - dodała Anita. O, nie! Teraz to już przesadziła. 

Nie wytrzymałam. Chlusnęłam jej w twarz brudną wodą z kubka, a pędzle rzuciłam na pracę Andżeliki. Sama chwyciłam torbę i wyszłam. Udałam się do łazienki. Zdjęłam okulary i opłukałam twarz. Nawet nie wiem, kiedy łzy zalały ją. W tej wściekłości wyjęłam nożyczki z piórnika i z kucyka do pasa, została 20-centymetrowa kitka. Rozpuściłam włosy, choć nigdy nie robiłam tego w szkole. Okulary schowałam do pokrowca, a założyłam soczewki, których do tej pory używałam tylko na wfie. Zostawały tylko te brudne ubrania. Zdjęłam sweterek , bo pod spodem miałam podkoszulek. Przypomniałam sobie, że w szafce leżą czyste leginsy i bluza na wf. Poszłam do szatni, wzięłam ubrania i kosmetyki, które ta Fantastyczna Czwóreczka podarowała mi z radą, żebym zaczęła ich używać, bo moja twarz wygląda jakby przejechał mnie czołg. 

Wróciłam do łazienki, zamknęłam się w kabinie, przebrałam się i podeszłam do lustra. Wyjęłam kosmetyki i zaczęłam od pomalowania oczu granatowym eyelinerem. Potem tusz do rzęs, delikatny róż na policzki, jasnoróżowa pomadka i gotowe. W odbiciu lustra stała kompletnie nowa dziewczyna. Jasna blondynka z podkreślonymi niebieskimi oczami i idealnymi ustami. Dziewczyna z chudymi nogami w za dużej bluzie starszego brata. - Zajebiście! - podsumowałam w głowie. Znów udałam się do szatni, otworzyłam szafkę i wrzuciłam tam brudne ubrania, okulary w pojemniku i 30 cm ukochanych włosów w pustej torebce foliowej. 

Lekcja skończy się za 5 minut. Potem jeszcze 10 minut przerwy i matematyka. Poszłam do łazienki, znów zamknęłam się w kabinie i przeczekałam 13 minut. Dwie minuty na dojście do klasy wystarczyło. Kiedy wchodziłam do klasy byłam ostatnia, więc przechodząc przez środek klasy robiłam piorunujące wrażenie. W duchu czułam pewność siebie i samozadowolenie. Pani pod czas lekcji spytała mnie, gdzie byłam u fryzjera, bo mam świetnie odcięte włosy. Roześmiałam się i odpowiedziałam: 

- Za sprawą moich najlepszych koleżanek, - tutaj szczerze uśmiechnęłam się do Fantastycznej Czwóreczki - którym serdecznie dziękuję, obcięłam je sobie przed chwilą w łazience. - Uśmiechnęłam się szeroko. Pani była pod wrażeniem, zresztą tak jak reszta tych rozkapryszonych bachorów z mojej. Po powrocie do domu, mama była bardzo zdziwiona, kiedy mnie zobaczyła. Nigdy nie opowiadałam jej co przeżywałam. Jednak dzisiaj wszystko się wydało. Mama była ze mnie dumna i przyznała, że wyglądam bardzo ładnie. Nawet Marcel, mój starszy brat, uznał, że niezła ze mnie laska i pozwolił mi zatrzymać bluzę. Jejciu! Dzisiejszy dzień to była niemała rewolucja.

sobota, 5 lipca 2014

Książka pod lupą #10 - "Angelfall"


Susan Ee - "Angelfall"


"Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale kiedy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?
Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry, która została porwana. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim największym wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem. Czy postąpią właściwie?"


Penryn "mieszka", a raczej koczuje, ze swoją niepełnosprawną siostrą - Paige - oraz niezrównoważoną psychicznie matką. Po tym jak Anioły zaczęły zabijać ludzi, cały świat pogrążył się w chaosie. Nikt nigdzie nie jest bezpieczny. Gdy dziewczyna próbuje przeprowadzić swoją rodzinę w bezpieczniejsze miejsce widzi walkę aniołów - jednemu ucinają skrzydła. Penryn pomaga mu, ale przez to anioły porywają jej siostrę.

"Aniele, stróżu mój… szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem."

Dziewczyna taszczy nieprzytomnego anioła w bezpieczne miejsce - ratuje mu życie, chcąc wyciągnąć od niego użyteczne informacje. Zabiera również jego skrzydła i miecz - początkowo jako pożywkę dla handlarzy narządów anielskich. Ostatecznie Anioł - Raffe - staje się dla towarzyszem podróży do Gniazda - czyli siedziby skrzydlatych. Można by pomyśleć, że to będzie nudna podróż - ale czy napaści gangów, małych demonów, znalezienie zwłok - brzmi nieciekawie? Raczej nie. 

"Ktoś wyciąga mi z ręki nóż i popycha brutalnie na krzesło. Latarka gaśnie. Muszę kilka razy zamrugać, żeby ponownie przyzwyczaić wzrok do przyćmionego blasku księżyca. Zanim jestem w stanie cokolwiek zauważyć, ktoś wiąże mi ręce za plecami"

Wszystko dzieje się naprawdę sprawnie, jest to powieść w której nie można liczyć na zwolnienie akcji - cały czas dzieje się coś ciekawego. Nie chcę wam zdradzać zbyt wielu rzeczy z książki, więc powiem krótko - jest niesamowita.

Autorka wykreowała zupełnie inny świat niż dotychczasowe schematyczne "piękne i święte" aniołki. Susan Ee wspaniale stworzyła coś tak oryginalnego i fantastycznego, że czasem brakuje słów. Nie da się tutaj zauważyć nawet małych niedociągnięć. Wszystko jest idealne!

Pisarka pokazała nam coś czego jeszcze nie było - anioły, które choć wykonują rozkazy Boga, mają biblijne imiona, czy nawet historie, a mimo to zabijają. Zabijają wszystkich, zabijają z zimną krwią - sieją postrach na całym świecie patrolując różne zakamarki i mordując każdego napotkanego człowieka.

"Nasze spojrzenia się spotykają. Trucizna rozprzestrzenia się ku klatce piersiowej i niższym partiom ciała. Próbuję strącić z siebie skorpionowatego anioła, ale stać mnie tylko na lekkie szturchnięcie. Moje mięśnie zaczynają tężeć. Wstrząsa mną kolejny krzyk, ale nie potrafię go z siebie wydać. Usta otwierają się tylko odrobinę. Mięśnie twarzy lekko drgają, zamiast wykrzywić się w agonii. Krzyk przybiera postać słabego bulgotania. Straciłam panowanie nad twarzą."

Wiele osób zastanawia się pewnie, czy autorka dołożyła tu powszechnie panujący związek miłosny głównych bohaterów. Jeśli oczekujecie gorącego romansu to się zawiedziecie, ale pomimo to, między Penryn, a Raffe'm narodzi się pewna więź, której opis, a może delikatne i wyważone ujęcie tak mnie wzruszyło, że uroniłam kilka łez.

"- Od początku wiedziałem, że lojalność cię zgubi. Nie przyszło mi tylko do głowy, że będzie to lojalność wobec mnie. - Kolejna eksplozja wstrząsa schodami. Ruszamy dalej."

Książka niesamowicie wciąga - była to moja najlepsza lektura od kilku miesięcy, było to coś fenomenalnego! Nie mogłam się oderwać od lektury - nawet jak grali moi kochani siatkarze! Susan Ee pokazała tutaj kreatywność i niezwykłą umiejętność pisarską, przez co już nie mogę się doczekać lektury kolejnej części tej książki, która mam nadzieję, powali mnie na kolana tak samo jak pierwsza!

Gorąco polecam, 
Iadala! :)

środa, 25 czerwca 2014

"Książki z nieznanej półki" #3 - "Niechciana"


Barbara Kosmowska - "Niechciana"


"Kasia to zwyczajna dziewczyna. Ma, jak każda nastolatka, swoje marzenia i plany. Ale pewnego dnia musi zmierzyć się z problemem tak bardzo własnym, że trudno jej liczyć na pomoc najbliższych czy przyjaciół. Zanim rozpocznie przyspieszone dojrzewanie, a jej tajemnica stanie się własnością wszystkich wokół, pozna gorycz samotności i smak przerażenia. Czy wystarczy powiedzieć: „Sama jesteś sobie winna”? Opowieść o niechcianej ciąży. O tym, jak niełatwo być wrażliwą nastolatką w „przyjaznym” świecie."

Kasia chodzi do ostatniej klasy gimnazjum, ma zupełnie normalne marzenia jak każda nastolatka, jednak nacisk rówieśników sprawia, że podczas zimowego obozu postanawia odbyć swój "pierwszy raz" z chłopakiem poznanym na dyskotece. Niestety jej nierozważne postępowanie doprowadza do najgorszego - do zajścia w ciążę.

Dziewczyna boi się przyznać swojej rodzinie i przyjaciołom, przez pięć miesięcy ukrywa swój stan. Odcina się od przyjaciół, coraz ciężej trenując taniec. Ma to fatalne skutki... Co się może stać, gdy pewnego dnia Kasia przesadzi z wysiłkiem? I czy Tomek, biologiczny ojciec nienarodzonego dziecka, przyzna się do ojcostwa? W jaki sposób na wieść o ciąży zareagują przyjaciele i najbliższa rodzina?

Zaczynając czytać tę książkę miałam nadzieję, na powieść pisaną z jednego punktu widzenia, która przybliży mi uczucia głównej bohaterki, która "wpadła". Coraz bardziej zagłębiając się w lekturę odkryłam zawód. 
Autorka na siłę starała się wysławiać młodzieżowym językiem, jednak zupełnie jej to nie wyszło! Powieść jest napisana, wręcz beznadziejne, zupełnie nieprzystępna dla dzisiejszej młodzieży. W dodatku różne punkty widzenia, które, miałam nadzieję, wprowadzą również odczucia innych bohaterów, ukazały ich, ale nie tak, jak powinny.

Ostatecznie książka nie przynosi, jak dla mnie, nic ciekawego. Po jej opisie, spodziewałam się naprawdę ciekawej, interesującej historii dziewczyny - nastolatki, która jest w trudnej sytuacji, a dostałam bohaterkę, która częściej roztkliwia się nad problemami z młodszym bratem, niż nad ciążą. 

Ciekawym wątkiem była natomiast, historia jej przyjaciółki Izy, która została ukazana z różnych, bardzo sprzecznych stron. Po tym jak Kasia stała się bardziej odcięta wśród koleżanek, wciąż na nią narzeka - zachowuję się wręcz wrednie, jak na przyjaciółkę. Później wychodzą na jaw jej problemy domowe, oraz to jaka potrafi być dobra i opiekuńcza...

Iadala :)


________________________
Myślę, że jest to taka, mniej znana książka. Sama przez przypadek na nią natrafiłam i nie spotkałam jeszcze nikogo, kto by ją przeczytał...
Recenzja również u mnie na blogu :)
I mała wiadomość - następne posty, mniej więcej do połowy lipca, są zaplanowane i będą dodawane automatycznie. W piątek wyjeżdżam na ponad dwa tygodnie nad morze! :) 
Pozdrawiam! 

sobota, 7 czerwca 2014

"Kilka słów o..." #3


"Kilka słów o..." - Czytaniu w XXI w.

Wiele razy zastanawiam się, jakim cudem nasz świat chce nadal się rozwijać, kiedy na naszym horyzoncie pojawia się coraz więcej "idiotów"... Starsi ludzie dziwią się, czemu dzisiejsza młodzież, jest taka inna? Zastanówmy się... Biorąc pod uwagę to, że większość współczesnych nastolatków, nie znosi czytać, to w jaki sposób, tak naprawdę mają się rozwijać?

Starsze pokolenia, nawet już pokolenie naszych rodziców - nie wyobrażało sobie życia bez lektury, bo tym sposobem zgłębiali wiedzę. W naszej erze, telefonów komórkowych, facebook'a, liczy się przeważnie popularność, lans i moda. Czytanie to "obciach", o czy świadczą również takie obrazki, na popularnych stronach internetowych:

Coraz częściej spotykam się z taką sytuacją:


Czy naprawdę nasze pokolenie jest na to skazane?
Muszę powiedzieć, że nie do końca - każdy z nas może mieć na to wpływ. Czasem wystarczy niewiele - podarować znajomym na urodziny ciekawą powieść - w tematyce jaka ich interesuje. Wspaniałe jest to, że coraz więcej osób sięga po książki - przynajmniej raz na czas. Na swojej stronie Czytanie, pisarstwo, pasja - love books na początku samotnie umieszczałam ciekawe rzeczy o książkach, lecz później, otrzymałam również kilka wiadomości z podziękowaniami, za to, że dzięki tej stronie, dzięki tym wszystkim ciekawym postom wiele osób sięgnęło po książki. To były naprawdę fantastyczne wiadomości - bo cóż może być wspanialszego niż nowy bibliofil?


Zamieszczam wam tutaj ten wspaniały cytat pana. Martina, bo sama tak uważam - każdy z nas może prowadzić jedno życie, które wśród współczesnej młodzieży skupia się przede wszystkim na wyglądzie zewnętrznym, lub też możemy codziennie wejść w życie naszych bohaterów książkowych, przeżyć z nimi fantastyczne przygody, razem z nimi płakać i śmiać się. Możemy dowiedzieć się coraz więcej ciekawych rzeczy. Te rzeczy są na prawdę bardzo ważne, bo dzięki czytaniu tak naprawdę również my się zmieniamy - potrafimy się lepiej wypowiadać ustnie i pisemnie, mamy bogatsze słownictwo, popełniamy mniej błędów ortograficznych - książki wprowadzają same plusy.

_________________________
Mam nadzieję, że nie zanudziłam, was moim wywodem :)
Post ten pojawił się również w podobnej wersji, na moim osobistych blogu :)
Piszcie co wy, na ten temat sądzicie ;)
Iadala


niedziela, 25 maja 2014

Książka pod lupą #4 - "Numery"



Rachel Ward - "Numery"
 

Jem to zwykła dziewczyna z niedobrą opinią, córka zmarłej narkomanki. Od urodzenia widziała w oczach ludzi numery, lecz przez siedem długich lat nie wiedziała co oznaczają. Przekonała się o tym boleśnie, po śmierci matki - okazało się, że ciąg 8 cyfr to data śmierci. Coraz bardziej pogrążona w smutku, samotna próbuje uciec przed numerami, odcina się od rówieśników, wagaruje.

Jej świat zmienia się, gdy nad kanałem zaprzyjaźnia się z Terry'm, czyli Pająkiem. Chłopak wprowadza do jej życia trochę zamieszania, razem się śmieją, spędzają czas, on ją broni. Jednak Jem, wie, że ta sielanka nie potrwa zbyt długo - ona zna jego numer.

środa, 30 kwietnia 2014

Kącik Pisarza #002

Dzisiaj obiecana notka o błędach, dlatego na początku zastanówmy się - czym jest błąd? Według encyklopedii i wikipedii definicja błędu to:

  • Wykonanie jakiejś czynności w niepoprawny sposób.
  • Niedokładność obliczeń lub pomiaru.
  • Właściwość programu lub sprzętu komputerowego powodująca nieprawidłowe działanie.
  • Rzecz świadcząca o tym, że twórca zrobił coś niepoprawnie.

sobota, 26 kwietnia 2014

Kącik Pisarza #001

Witajcie!
Zapraszam was już dzisiaj na pierwszą odsłonę "Kącika Pisarza"!


Myśląc o tym, co by dla was napisać w pierwszej notce "Kącika pisarza", wpisałam w google "O czym pisać bloga?". Po kilku sekundach na moim ekranie zaroiło się od linków do portali typu "zapytaj.pl", weszłam, poczytałam pytania, odpowiedzi i załamałam się. Większość osób chce założyć bloga, aby mieć na nim, jak to pięknie określali "poczytność", a nie po to aby przekazać innym swój pomysł, swoją opowieść...  Nie ważne jest dla nich to,  co sami lubią pisać tylko to co się "sprzeda".

Oczywiste jest to, że duża liczba czytelników i komentarzy działa stymulująco na nowych twórców, ale bez przesady. Pisanie pod publikę da siłę, ale nigdy nie przyniesie tak dobrych efektów jak pisanie "od serca".

piątek, 25 kwietnia 2014

Początki bywają różne :)

Na początek kilka słów, gwoli wyjaśnienia :)
Blog jest kolejną "gałęzią" facebook'owej strony Czytanie, pisarstwo, pasja - love books