Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kilka słów o.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kilka słów o.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 września 2014

"Kilka słów o..." #12

Kilka słów o... "Wklejaniu" własnych, wymyślonych postaci w opowieściach fanfiction.

Witam was wszystkich! :)

Słowo fanfiction jest już nam od bardzo dawna znane. Najczęściej piszemy o parringach - tych kanonowych i tych nieco mniej, o tym, co mogło dziać się dalej, po znienawidzonym epilogu, albo... No właśnie - albo stwarzamy własną postać i wrzucamy ją do świata ukochanej książki, co czasem budzi pewne kontrowersje.

Przeglądając pewne literackie forum, trafiłam na pewien wątek pt.: "Przed jakiego rodzaju fanfikami uciekamy gdzie pieprz rośnie". Nietrudno zgadnąć, jakie pozycje się najczęściej powtarzały:
"- fiki, w których głównym bohaterem jest ktoś wymyślony przez autora lub za dużo jak na mój gust wymyślonych postaci";
" - wszystkie, gdzie tylko pojawia się córka Voldemorta";
" - spore odbiegi od kanonu czy rezygnowanie z pisania o postaciach w kanonie na rzecz wymyślonych przez siebie. Po co machnąć ff, skoro można pisać samodzielny tekst?";
" - córek Voldemortów i innych blogaskowych badziewi ;
" - córek, synów, żon, kochanek i jakiejkolwiek niekanonicznej rodziny Voldemorta";
" - nieistniejących w kanonie postaci".
Od razu mówię, że akurat było o fanfickach z HP, stąd te ciągłe "Córki Voldemorta", ale zacytowałam to tutaj specjalnie, bo to w sumie też wymyślone postacie. 

Jak widać, stosunek fanów do wymyślonych postaci nie jest zachwycający. A szkoda - ja na przykład bardzo lubię pisać i czytać takie fanficki. O ile postać nie jest zabójczo idealna (tylko ma problemy przez złych zazdrośników/zło/rodziców/katastrofy naturalne itp.) z wielką przyjemnością czytam takie rzeczy. W takim razie skąd ta niechęć? Skoro już czytamy czyiś fanfick, czyjąś opowieść o kanonicznych postaciach, to czemu też nie przeczytać o czyjejś postaci, umieszczonej w danym świecie?



Po dłuższym zastanowieniu, doszłam do paru złotych zasad wymyślania postaci, tak, aby ludzie ich polubili:

1. Pomysł na córkę Voldemorta/Jeanine/Saurona czy innego najbardziej złego charakteru może ich był bardzo orygianlny i wzbudzający ciekawość parę lat temu, ale teraz, kiedy na co trzecim blogu spotyka się taką postać, aż rzygać się chce. Nie lepiej wymyślić coś oryginalniejszego?

2. Nie róbmy czegoś takiego, jak: "Ja w Hogwarcie". Nie każdego interesuje cały ty, twój charakter, rodzeństwo, tragiczna historia itp. I broń boże nie umieszczaj siebie w rodzinie mugoli, jak to nie jesteś zaskoczony, kiedy dostajesz list. Wiem, że brzmi to trochę niefajnie, ale naprawdę - czy interesowałoby Cię opowiadanie np. o tym, jak to ja nagle dostałam list z Hogwartu? 

3. Nie przyklejaj charakteru czy nawet gatunku (świecący wampir, gadający i świadomy wilkołak podczas przemiany, człowiek z genem podróży w czasie) z innej książki, chyba, że w formie komedii.

4. Nie rób drugiego Harry'ego, drugiej Katniss, drugiej Tris i drugiego Frodo (jeśli żyją w tym samym opowiadaniu). Wystarczy jedna taka postać w opowiadaniu. Nie potrzebuje swojej kopii (ale np. zobaczyć jakiegoś trybuta z charakterem Gwendolyn Shepherd byłoby może ciekawsze. Ale tylko z charakterem! Nie całą postacią!)

5. I najważniejsze - nie rób z niego idealnej ofiary wszystkich nieszczęść tego i książkowego świata!

To chyba wszystko. Pewnie nie każdy interesuje się fanfiction, a tym bardziej nie ma zamiaru doklejać swojej postaci, ale dają ten post dla tej mniejszości, która może kiedyś stworzy ciekawą, własną postać Może inni się przekonają i zmieni się opinia co do takich postaci? Nadzieja zawsze jest. :)

Dziękuję za uwagę :)

/Lana

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Kilka słów o..." #11

Kilka słów o nadawaniu aktorom charakterów ich bohaterów.

W tym wpisie chciałabym podzielić się z Wami moją „frustracją”, dotyczącą uosabiania postaci z książek, z aktorami grającymi ich rolę w ekranizacjach.

Każdy z aktorów, aktorek ma własne życie i nigdy nie będzie postacią z książki. Nie wiem, czy tylko mnie denerwuje to przypisywanie im ról bohaterów fikcyjnych, ale chciałabym zwrócić na to uwagę. Dla mnie bohater w książce, to jest bohater w książce i żaden aktor nie może z nim się równać. Zauważyłam, że to „podstawianie” aktorów pod postacie z książek, zdarza się częściej przy bohaterach, rzadziej bohaterkach.
 
Mogę podać kilka przykładów: Josh Hutherson – Peeta (Igrzyska śmierci), Jamie Campbell Bower - Jace (Dary anioła), Ansel Elgort - Augustus (Gwiazd naszych wina), Daniel Radcliffe - Harry Potter. Jeśli chodzi o bohaterki to przede wszystkim Jennifer Lawrence, która wcieliła się w rolę Katniss z trylogii Igrzysk śmierci, czy Shailene Woodley, odgrywająca rolę Hazel z Gwiazd naszych wina i Tris z trylogii Niezgodnej. Niektórzy czytelnicy pokochali ich, mam na myśli tutaj i bohaterów, i bohaterki, bo uosabiają ich z postaciami książkowymi. 


Chyba najlepiej wytłumaczę, o co mi chodzi, przytaczając przykład. (Nie chcę przy tym oczywiście nikogo obrażać, po prostu wyrażam własne zdanie.) Na facebooku działa wiele stronek, w których nazwie figuruje imię ulubionej postaci. Załóżmy, że jest dana stronka poświęcona głównie bohaterce Clary z Darów anioła. Owszem w nazwie jest imię dziewczyny, ale stronka dotyczy Lily Collins - aktorki, która wcieliła się w jej rolę w ekranizacji. Często widzę wpisy typu: "Nasza kochana Shai!" i jest tam dołączone zdjęcie aktorki lub "Za to kochamy Jennifer!" i zdjęcie Jennifer Lawrence robiącej głupie miny. Nie przeszkadzało by mi to, że widzę takie wpisy, gdyby nie to, że stronka jest poświęcona Hazel/Tris lub Katniss, czy też innym postaciom. 

Chodzi mi o to, że ani Jennifer Lawrence, ani Josh Hutherson, ani Ansel Elgort, ani żaden inny aktor NIE JEST POSTACIĄ Z KSIĄŻKI!!! I nie możemy uosabiać go z nią. Emma Watson nigdy nie będzie Hermioną Granger, Lily Collins - Clary Fray, a Daniel Radcliffe - Harrym Potterem. 

Mam nadzieję, że moim wpisem nikogo nie zdenerwowałam. Chciałam wyrazić jedynie swoje zdanie i zwrócić Waszą uwagę na ten szczegół, który być może gdzieś tam umyka albo w ogóle nie przeszkadza. Pozdrawiam cieplutko ;)) 

~Adminka Ami

piątek, 25 lipca 2014

"Kilka słów o..." #10

Kilka słów o... Pisaniu własnych opowiadań na blogach i forach


Pisanie własnej opowieści... Pewnie każdy, kto jest zapalonym książkomaniakiem, kiedyś wpadł na pomysł napisania czegoś "swojego". Nieważne, czy to był fanfick, opowiadanie, tak zwana krótka, bez dokończenia "miniaturka", czy cała książka. Po prostu chciał coś napisać, może marzyła mu się kariera pisarska, może próbował tego jako hobby, czy po to, aby poćwiczyć swoje słownictwo... A może po prostu chciał zobaczyć, jak to jest... Czy ma talent, czy wręcz przeciwnie. Według mnie to świetny pomysł, każdemu polecam spróbowania własnych sił w amatorskim pisarstwie, ale na początek, chciałam udzielić czegoś, co mało kto lubi - paru rad.


Pozwólcie, że zacznę od swojej, długiej, wzruszającej opowieści (takiej, jaką dają ci źli, zanim podejmą próbę zabicie tych dobrych). Swoją przygodę z pisarstwem zaczęłam na dwa sposoby na raz - na papierze i do internetu. Zacznę od tej drugiej - czytałam po raz któryś sagę Harry Potter, kiedy wpadł do mojej łepetyny pewien pomysł - czemu by nie napisać coś swojego, dziejącego się w świecie HP?! I to w dodatku z własną, wymyśloną postacią? Jeszcze wtedy nie wiedziałam co to jest fanfick, a od razu, tuż po wymyśleniu imienia dla mojej stworzonej bohaterki, poleciałam do komputera, aby utworzyć bloga. Znalazłam zdjęcia, motyw, wszystko fajnie, tylko, że...

No właśnie - tylko brakowało dobrego tekstu, interpunkcji, stylistyki (miałam wtedy z 12 lat, mój pierwszy pisany tekst itp.)... Pomysł po jakimś czasie też uleciał. Ale ja o tym nie wiedziałam. Wadą pisania na blogach jest to, że ciężko jest trafić na kogoś, kto cię skrytykuje, ale ujmując to tak, żebyś wiedział co robisz źle i jak to naprawić. Dlatego, jeśli zaczynasz swoją pisarską przygodę, albo: 
  • Nie rób tego na blogu - tylko najlepiej na forum pisarskim;
  • Jeśli już musisz, znajdź sobie dobrą, doświadczoną betę, która nie tylko poprawi ci błędy, ale też, w ich miejsce da parę słów od ciebie, bądź zaznaczy to, co jest źle i da wskazówki, jak to masz poprawić. Do tego jest raczej ogólnodostępna, tzn. nie znika na parę miesięcy, z twoim, niesprawdzonym rozdziałem Ja, na moje szczęście trafiłam na taką osobę, ale dopiero później, a szkoda. Mogłam mieć lepszy "wylot z gniazda". 

Jak już wspomniałam wcześniej, pisałam też na papierze, dzięki czemu mogłam bardzo łatwo i szybko dawać komuś coś do przeczytania, jednakże po jakimś czasie, tak jak i na blogu, znudziło mi to się. Potem jeszcze założyłam nowego, z innym fanfiction, gdzie trafiłam na pierwszą betę, niestety, jej pomoc polegała tylko na tym, że wysyłała mi sprawdzony tekst, bez żadnych uwag, zaznaczenia błędów itp. Ja, jako przedstawiciel osoby leniwej, nawet nie zaglądałam, co i czy w ogóle poprawiła. Dopiero na forum, zaproponowała mi pomoc beta, która mi bardzo pomogła. Na początku nieco mnie irytowały jej uwagi (człowiek nie lubi być krytykowany ), ale z czasem jakoś zaczęłam podchodzić do tego z dystansem. Dzięki niej teraz wiem bardzo dużo o interpunkcji w tekstach pisanych na komputerze, stylistyce, poprawiłam swój styl i w ogóle. Poza tym zawsze służyła radą i wiedzą (była chyba o jakieś 5 - 7 lat starsza). Pomogła mi w ficku o wojnie, co byłoby możliwe, a co nie, podzieliła się swoją wiedzą o truciznach itp. Nie utrzymuję z nią kontaktu, bo nasze konwersacje dotyczyły tylko tematów, rad i sprawdzania ficków, ostatnio ciągle jej nie było, a jakiś czas wcześniej stwierdziła, że beta nie jest mi już potrzebna, więc tak jakby nasz kontakt się urwał. Mimo to, bardzo jestem jej wdzięczna, że dzięki niej wyrwałam się ze strefy beznadziejnych fanficków, pisanych na bezkrytycnych blogach, czy ostro krytykujących forach. Takich bet, to ze świecą szukać. :c


To jest moja historia - teraz was wszystkich porozstrzelam. xD Albo nie - może dodam parę słów podsumowujących i rady w skrócie, o ile was wcześniej nie zanudziłam. Tak, więc - jeśli dopiero zaczynacie, a boicie się krytyki i nie chcecie się w tym rozwijać, za to pływać w przesłodzonych pochwałach - idźcie z tym na bloga. Od razu mówię, że nie mam nic przeciwko blogom z opowiadaniami - wręcz przeciwnie! Jednak, jeśli o mnie chodzi, poleciłabym je komuś z większym doświadczeniem pisarskim. Zaś co do forum - to już inna sprawa. Naprawdę warto tam iść z opowiadaniem, jeśli chcecie się czegoś nauczyć. Na niektórych forach krytykują strasznie, na innych nieco mniej - cały sęk w tym, że trzeba się na tą krytykę przygotować i nie brać jej, a zamiast to rady (które nie wszyscy niestety dają, ale to już inna sprawa) do serca. No i łatwiej tam znaleźć dobrą betę. :)


Podsumowując - jeśli zaczynasz i zamiast bety, wolisz iść na własną rękę to:
  • Sprawdzaj zawsze błędy w swoich tekstach (robi to za ciebie Word, ale jeśli, tak jak ja, go nie posiadasz, możesz skorzystać z Writera). Oczywiście każdemu zdarzają się pewne literówki, jak pisze szybko, więc sądzę, że na to, przeciętny czytelnik powinien przymknąć oko, w przeciwieństwie do bardzo rażących błędów ortograficznych.
  • Zaprzyjaźnij się z interpunkcją - to nie jest wcale takie trudne. Trzeba tylko strzelać wszędzie (ale tam gdzie trzeba!) przecinkami i spacjami. Nie będę się tu rozpisywać, bo na całą interpunkcją potrzebowałabym chyba osobnego posta. ;D
  • Nie wysyłaj tuż po napisaniu nowego rozdziału w internet. Daj mu trochę w swoim schowku poleżeć, przemyśl wszystko, przeczytaj jeszcze raz - może zmienisz zdanie, znajdziesz błędy, albo dojdziesz do wniosku, że ta historia jednak nie trzyma się kupy? Nic się tekstowi nie stanie, a tym może znajdziesz coś, czegoś wcześniej nie dostrzegałeś w swoich tekstach 
  • Pamiętaj, że jeśli nie piszesz na blogu, jesteś bardziej wystawiony na mniej, lub bardziej ostrą krytykę. Nie ignoruj jej, ale też nie załamuj się i nie rezygnuj z pisania, tylko dlatego, że jakiemuś hejterowi się nie podoba. Każdy ma swoje zdanie, nikt nie jest idealny, no ale bez przesady. :) 
  • Zawsze, zanim opublikujesz chociażby prolog, rozpisz sobie gdzieś na papierze, czy w prywatnych, komputerowych notatkach, całą historię, od początku do końca, najlepiej bezokolicznikowo, czy jak plan wydarzeń - będzie szybciej. :) I rób notatki - plan budynków, kto ma/ będzie miał jaki zawód, imiona przyszłych kochanków itp. Dzięki temu, pisząc wcześniejsze rozdziały, będziesz pamiętał, aby umieścić, że Kaśka ma alergię na orzechy, jeśli pod koniec chcesz, żeby nagle miała atak. I nie napiszesz raz, że kwiaciarnia jest dwa domy dalej, a parę rozdziałów później bohater będzie tam szedł przez cały dzień. ;)
Na tym kończę swój słowotok - powodzenia przyszli pisarze! :)

/Lana

czwartek, 17 lipca 2014

"Kilka słów o..." #9

Czołem Kochani!

Cały dzisiejszy dzień zastanawiałam się o czym napisać. No i wreszcie mnie natchnęło! Chciałabym poruszyć temat dość nietypowy, ale także związany z książkami. Otóż ta rzecz, to zaznaczanie strony gdy czytamy książkę. Ja osobiście lubię korzysta z zakładek, lecz znam też takie osoby które mogą zaznaczać strony pierwszą lepszą rzeczą jaka im wpadnie w ręce lub nawet zaginać rogi kartek. Jestem nauczona przez moją nauczycielkę z polskiego, że nie zaginamy rogów, bo książka się niszczy. Chociaż muszę przyznać, że nie jestem święta, ponieważ zdarza mi się czasami zagiąć karteczkę. 

W moim krótkim, lecz ciekawym, życiu przeczytałam już nie małą liczbę książek i zawsze miałam do tego zakładki. Czy to dostawałam w prezencie, czy była już razem z kupowaną przeze mnie książką, lecz zawsze mi towarzyszyła. Niedawno pojawiła się moda na zakładki z magnesem. Są one poręczne i do tego nie spadają ze strony. Ja osobiście je uwielbiam! Polecam, są bardzo ładne i kolorowe w księgarni Matras. Ale, ale... To przecież nie jest historia o mnie i moich zakładkach. Moim zadaniem jest zachęcić Was do używania ich. 

Kilka powodów dla których powinniście korzystać zakładek:­ - są ładne i wygodne - książka się nie niszczy - nie trzeba szukać strony po całej książce (jeżeli nie używacie zakładek tylko zapamiętujecie numery stron). To tylko kilka z powodów, dlaczego zakładki są potrzebne książkom. Nie możemy również zapomnieć o tym, że czasami przy okładce jest tak zwane ,,skrzydełko'' które pozwala nam też zaznaczać strony. Często na tym skrzydełku jest opis książki, kilka informacji o autorze, cytat z danej powieści lub recenzje czytelników.Jednak ja jestem wierna moim ukochanym zakładkom i przy nich zostanę już chyba na zawsze. Ale tak naprawdę to myślę, że nie liczy się to jak zaznaczamy książki, lecz to że mamy wspólną pasję, czyli czytanie ich. <3

Tak przy okazji macie zdjęcie moich zakładeczek. :D


To dopiero mój drugi wpis na tego bloga, ale myślę, że jak znajdę czas na pisanie to coś jeszcze Wam prześlę. <3 A na razie przesyłam Wam tylko buziaki i życzę Wam miłego dnia. :*

~Lena :)

niedziela, 13 lipca 2014

"Kilka słów o..." #8

Kilka słów o... blogu recenzenckim oraz Mirror of soul :)


Dzisiaj trochę inny rodzaj notki - w ramach chęci przybliżenia czytelnikom pracy bloggera, który prowadzi blog recenzencki i współpracuje z wydawnictwami, przeprowadziłam wywiad z Marcelą, z bloga Books are the mirror of soul! :)

Nie przedłużając, przedstawiam wam moją rozmowę z Mirror!

__________________________________


1. Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem i skąd wziął się pomysł na założenie bloga z recenzjami?

Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się jeszcze przed założeniem bloga recenzenckiego, wtedy to pisałam opowiadanie i fanfik. Ale czułam, że to jednak nie moja bajka. Już wtedy uwielbiałam czytać - rodzice wychowali mnie na bajkach, potem coś ciężko mi było zaprzyjaźnić się z literaturą, ale jak widać teraz przyjaźń kwitnie.

Założenie bloga z recenzjami to był spontaniczny pomysł - kiedy odkryłam serwis lubimyczytac.pl i poznałam osoby prowadzące blogi (wcześniej nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje), pewnego wieczora stwierdziłam, że i ja chcę w ten sposób zachęcać do czytania nie tylko znajomych ale i innych, polecić czy odradzić komuś lekturę czy po prostu napisać co sądzę o danej książce. I jak widać udało się. :)


2. Skąd pomysł na tak oryginalną nazwę bloga?

A to drugi spontaniczny pomysł! Wpisywałam kilka kombinacji i każda była już zajęta, po którymś tam razie stwierdziłam, że trzeba znaleźć coś innego. A że akurat uczyłam się przysłów z angielskiego, i spodobało mi się: “Eyes are the mirror of the soul...”, które jak się okazuje jest cytatem z książki autorstwa Paula Coelho. Zamieniłam tylko słowo "oczy" na "książki" i powstała nazwa bloga jak i skrót do Fan Page'a: Mirror of soul. Zbieg przypadków sprawił, że nazwa świetnie pasuje do mojego charakteru i szczypty tajemniczości - a o to mi chodziło. :)

3. Nazwa świetnie pasuje! Wiele osób, na pewno zastanawia się, czy prowadząc samemu tak, znanego i świetnie prosferującego bloga, ciężko jest pogodzić np. naukę, życie towarzyskie itd... Jak Ty sobie z tym radzisz?

Miło mi, że i ktoś inny tak sądzi Ależ mi słodzisz Droga Olu! Wracając do pytania - wiele osób z mojej szkoły o to pyta. Na wszystko znajdę czas, zwłaszcza, że działam w kilku organizacjach i portalach - można mnie teraz wyśmiać. Ale da się wszystko ogarnąć - naukę zwykle odkładam na późno - nocne godziny i jakoś na oceny na koniec roku nie narzekam. Ze znajomymi też się spotykam, czy rozmawiam przez telefon. Ogólnie jeśli mam coś zrobić, to potrafię siedzieć do rana, byleby wszystko było. A, że jestem osobą, co robi na ostatnią chwilę wszystko - często tak się dzieje. Czyli w skrócie moje życie biegnie spokojnie, optymistycznie i czasem spontanicznie. 

4. Obecnie współpracujesz z wieloma autorami i wydawnictwami. Od kiedy zaczęłaś współpracować z wydawnictwami? Czy dajesz radę, mając tak wiele obowiązków?

Nazbierało się tego przez ponad rok troszeczkę.  Hm... z tego co pamiętam to jakoś w kwietniu, czyli 2 miesiące po założeniu bloga dostałam wiadomość od autorki "Arisjańskiego fioletu" - Poli Pane z taką propozycją. A kilka dni później od Wydawnictwa Borgis z pytaniem o współpracę. Ale szczerze przyznam, że na początku musiałam czerpać z rad starszych koleżanek po fachu, bo nie wiedziałam, że coś takiego jak współpraca z wydawnictwem czy egzemplarz recenzencki istnieje. Teraz jednak "nastały nowe czasy", bo wielu bloggerów o tym mówi i pisze. Bardzo jednak się cieszyłam i nadal cieszę, że wydawnictwa i autorzy mi ufają i powierzają swoje perełki. Co do dawania rady, to jakoś sobie daje - bywają miesiące, gdy niestety ciut muszę zwolnić z czytaniem, bo są inne sprawy, ale ogólnie to wyrabiam na wszystkie terminy.

5. Taka współpraca, to na pewno wspaniała sprawa - masz wielki dostęp do różnych książek. Jakie się zalety, a jakie wady współpracy recenzenckiej?


Oj zgadzam się z Tobą - rzecz wspaniała i cenna, bo niestety, gdybym miała kupować wszystkie książki, które mnie interesują, pewnie teraz by mnie tu nie było, bo tonęłabym w długach. xD

Zalety takiej współpracy, to jak już powiedzieliśmy - dostęp do skarbnicy książek takiego wydawnictwa, możliwość otrzymania książki przed jej oficjalną premierą, współpraca z przemiłymi ludźmi, co warto powiedzieć otwarcie - otrzymujemy je za darmo, no i oczywiście wydawca nie wymusza na nas, że jeśli ofiaruje nam książkę, wychwalamy wniebogłosy, bo to dostaliśmy - wydawca daję wolną rękę co do opinii no i oczywiście książka przechodzi na naszą własność, więc możemy zrobić z nią to, co nam się żywnie podoba.

Wadami natomiast jest termin, w jakim recenzent musi napisać recenzję, czas jaki poświęcamy na przeczytanie dzieła, czasem nawet wpychanie na siłę lub bez naszej wiedzy dodatkowych powieści, której nie mamy ochoty przeczytać (ale to zdarza się raz na milion).

Jest to więc rzecz bardzo miła, ale trzeba też wziąć wszelaką odpowiedzialność i mieć umiar. Bo jakbym miała pozamawiać z tuzin książek do recenzji - to coś czuję, że fizycznie bym nie wyrobiła.


6. Dokładnie! Myślę, że bloggerów, może zainteresować też fakt, jak zdobyłaś tak liczne grono obserwujących, czy też fanów na fanpage'u. Czy reklamowałaś gdzieś swojego bloga, starałaś się go rozgłosić, czy poszłaś, na tzw. "spontan" - co będzie, to będzie? 

Z tego co patrzę, to chyba całe to moje blogowanie to spontan i tzw. co będzie, to będzie Jakoś wielce nigdzie tego nie rozgłaszałam, po prostu czytałam blogi innych, komentowałam wpisy. Nic po za tym. Dużą reklamę jednak daje udostępnianie prze autorów czy wydawnictwa recenzji - możliwe, że nowe osoby wchodzą... i czasem zostają na dłużej Nadal się zastanawiam, że tyle osób ze mną wytrzymuje! I to tak długo... Ale dzięki np. niektórym wpisom poznałam wielu obecnych znajomych i przyjaciół, i często na wzajem się wspieramy. Taka jedna wielka rodzina. :)

7. Teraz pytanie typowo czytelnicze. Co najchętniej czytasz i co poleciłabyś naszym czytelnikom?

Jak można zauważyć w większości jest to literatura fantastyczna, ale też czytam dużo książek typowo młodzieżowych, jak i romansów. Jednak, jeśli książka przyciągnie mój wzrok, to z chęcią po nią sięgam, ostatnio np. czytałam pierwszy kryminał, kiedyś nawet sięgnęłam po thriller psychologiczny. Ale na dystans trzymam się od książek historycznych i religijnych - to nie moja bajka niestety. Za to cenie sobie literaturę naszych rodzimych pisarzy - bo i w naszym kraju można znaleźć istne perełki!

A co poleciłabym czytelnikom? Trudny orzech do zgryzienia, przy tak wielu ciekawych książkach... Chyba jednak sami będą musieli spojrzeć i wybrać coś dla siebie z polecanych przeze mnie książek Bo sama musiałabym tu duuużo wymieniać.


8. "Szacunek do książki" - czyli o tym jak ją traktować. Niektórzy rzucają je gdzie popadnie, używają dziwnych zakładek, piszą po kartkach... Co o tym sądzisz i jak sama traktujesz książki?

Taakkk, tu wypowiedzieć by się mogli moi znajomi ze szkoły, których czasem aż szokuję zachowaniem i troską o książki. Mam na tym punkcie poważnego bzika - nie ważę się niszczyć książki np. do szkoły, jak wkładam ją do plecaka jest w 3 kopertach bąbelkowych, by się nie uszkodziła. Dlatego jak patrzę na niektóre książki w bibliotekach, to aż serducho się kraja... Co do innych - jak każdy traktuje książki to jego sprawa, ja wiem, że za moimi do wody bym wskoczyła, by je ratować, pewnie topiąc się przy tym. xD Takie tam zboczenie zawodowe już... A pisanie po książkach uznaję jeśli chodzi o autograf lub dedykację - nie koniecznie od autora, ale tylko w tych przypadkach.


9. Masz jakieś rady, które, mogłabyś przekazać innym bloggerom? Lub osobom myślącym nad założeniem bloga?

Jest jedna rada, którą chętnie się podzielę - jeśli ktoś z Was chciałby założyć bloga, a zastanawia się, analizuje "za" i "przeciw", to niech na chwilkę przestanie tak to postrzegać i niech pożyje chwilą! Spontaniczne decyzje czasem mogą znacząco wpłynąć na nasze życie. Poza tym, warto spróbować - nikt przecież nie ukatrupi Cię potem, za usunięcie bloga. A nuż, widelec Ci się spodoba i będzie to jak w moim przypadku pasja? Ja myśląc tylko o dzieleniu się swoją opinią zyskałam o wiele więcej, jak na przykład wielu przyjaciół i znajomych. Często myślę, co bym zrobiła bez tej mojej spontaniczności... Kilka kroków, a może odwrócić Twoje życie w inną stronę. Po prostu, jeśli to czujesz - nie zastanawiaj się. :) Ot taka złota myśl...

10. Na pewno się komuś przyda. :) Droga Mirror, dziękuję ci bardzo, za poświęcony czas! Życzę ci dalszej, owocnej pracy na blogu!

Ja również dziękuję Ci za propozycję wywiadu, jak i życzę dalszych sukcesów Twojej strony! 


__________________________________


Co sądzicie o słowach Mirror - jako czytelnicy i jako bloggerzy? :)
I jak podoba wam się taki rodzaj notki? 
Czy chcielibyście poczytać wywiady z autorami książek?
Czekam na wasze komentarze!
Iadala

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Kilka słów o..." #7


Witam was bibliofile!

To mój pierwszy wpis na tym blogu, więc proszę, przebolejcie moje błędy i niedopatrzenia. A o czym napiszę? Porozmyślam dziś nad zdaniem „Nie oceniaj książki po okładce.”. Tak, wiem, że to ma przenośne znaczenie, ale gdyby tak zastanowić się nad dosłownym znaczeniem tych kilku słów, to też można coś wywnioskować, prawda? 

W moim otoczeniu często książki są oceniane po pozorach. Ale jak wiemy – pozory mylą. Okładka książki jest nieudana – książka do kitu. Brzydkie zdjęcie – nie przeczytam tego. Pierwszą książką, której okładka według mnie nie jest za piękna to „Harry Potter i Czara Ognia” (na zdjęciu). Wyobraźcie sobie teraz osobę, która czyta sobie HP i gdy dochodzi do Czary Ognia decyduje, że nie będzie tego czytać i bierze Zakon Feniksa. Ale poczekajcie…. przecież Zakon Feniksa to jest cegła i tego też nie ma co czytać! W ogóle to po co czytać do końca jak tam są same cegły?! Nie przesadziłam? Może. Takich ludzi jeszcze nie spotkałam – na szczęście. 


Kiedyś siedziałam na świetlicy szkolnej, tam zwykle ludzie się nudzą (a przynajmniej u nas w szkole), więc wyjęłam książkę. Jaką? „Alicję i Lustro Zombi” (Druga część Kroniki Białego Królika). Od razu poleciały komentarze typu: „Jak w ogóle można coś takiego czytać?”, „Co to za cegła?” itp. Wiecie co mnie najbardziej zdenerwowało? Jeden z nich był od osoby, hm, lubiącej czytać. Prawdziwy bibliofil nigdy nie ocenia książki po okładce czy grubości, prawda? Moim zdaniem okładka to najmniej ważna rzecz w książkach, bo w końcu chodzi o jej treść, o to co ma w środku. A ilość stron? Im więcej tym lepiej, czyż nie? 

A na koniec pytanie do was – zapowiadające mój następny post. Często odwiedzacie biblioteki czy raczej wolicie kupować książki? A może ktoś z was czyta e-booki? 

#Lumos :)

czwartek, 3 lipca 2014

"Kilka słów o..." #6


Kilka słów o… Fanfictionach. 


Fanfictiony (ff)… Myślę, że jest to pojęcie każdemu z nas znane. Chyba wszyscy zapaleni czytelnicy książek kiedyś zetknęli się chociaż z jednym. Jeśli nie zapoznawali się bliżej z treścią napotkanego ff, to przynajmniej zainteresowali się, cóż to takiego jest. Jednakże tak dla samej czystości sumienia pozwolę sobie przybliżyć znaczenie pojęcia fanfiction. 


Fanfiction – stworzona przez fanów historia, opowiadanie nawiązujące do istniejącego filmu, książki, serii komiksowej, a niekiedy nawet do osób ze świata realnego, np. członków zespołu muzycznych czy sportowców. 


Jeśli chodzi o moją przygodę z ff – na pierwszego natknęłam się już bardzo dawno temu. Był to ff o tematyce potterowskiej; chyba najbardziej powszechna i znana tematyka. Gdybym pamiętała adres tego ff z chęcią bym się z wami nim podzieliła, ale niestety – to było naprawdę dawno temu, od tamtego czasu już chyba trzy razy zmieniałam komputer. W każdym razie był to ff poświęcony niekanonicznej parze, którą stworzyli sami Potterheads. Było to każdemu z nas znane i miewające kompletnie skrajne opinie Dramione. Jak już wspominałam, jest to para, która nie występuje w serii o Harrym, stworzyli ją fani łącząc ze sobą Hermionę Granger i Dracona Malfoya. 


Nie pamiętam szczegółów tego ff, ale wiążę z nim całkiem miłe wspomnienia. Wprowadził mnie w świat ff i w sumie to zawiesił innym poprzeczkę wysoko. W obecnym momencie mojego życia raczej bym się nim nie zachwyciła, a nie przez to, że od tamtej pory przeczytałam już sporo ff, czy dlatego, że w tamtym spotkałam się z błędami, bądź niepodobającymi mi się wątkami. Po prostu moje zdanie na temat ff zdążyło się już ukształtować – preferuję ff, które trzymają się kanonu. Oczywiście to nie jest tak, że rezygnuję z czytania, kiedy tylko dowiem się, że ff dotyczy Dramione, Fremione czy jakiejkolwiek innej niekanonicznej pary. Jestem w stanie polubić wszystko, jeśli tylko będzie dobrze podane. 

Bądź co bądź, gdy w grę wchodzi pytanie o samą egzystencję ff – jesteście za czy przeciw? Ja jestem absolutnie za. Sama jestem współautorką dwóch (http://neew-beginning.blogspot.com/ i http://disconsolate-generation.blogspot.com/ - jakby kto pytał ). Aczkolwiek – jak każdy – mam swoje zastrzeżenia i wymagania. Jak już mówiłam, jestem w stanie polubić wszystko. Ale… Istnieją przypadki, których nie mogę przetrawić. 


Mogliście wcześniej przeczytać, najbardziej rozbudowaną tematyką jest tematyka potterowska. Najczęściej ff dotyczą paringów i właśnie w takich mamy do czynienia z historią, której problematyka krąży wokół wątku romantycznego. No i okay, niektórzy lubią takie historie. Ale, chwała bogom (przynajmniej dla mnie), istnieją też takie ff paringowe, gdzie wątek romantyczny zjeżdża na drugi plan, albo przynajmniej jest równorzędny poważnemu problemowi, który zaprząta piękne główki głównym bohaterom. Osobiście dużo bardziej wolę ten drugi rodzaj ff, a Wy? 

A teraz coś, co najbardziej denerwuje mnie w ff – zmiany albo zupełne ignorowanie cech charakteru bohaterów kanonicznych. Właściwie denerwuje to mało powiedziane, to mnie doprowadza to białej gorączki. Czasem mam wrażenie, że autorzy ff korzystają tylko z imion i nazwisk bohaterów, których spotykają w tak ukochanych przez nich książkach czy filmach. Niestety duża część pisarzy-amatorów ma straszną tendencję to zmienia charakterów bohaterom, których już ktoś wymyślił. Moim zdaniem jest to najgorsze co może nas spotkać przy czytaniu ff. Powiem nawet, że to troszeczkę brak szacunku dla autora, który takową postać wymyślił. Bo przecież korzystamy ze świata, który wymyślił, z klimatu, który stworzył, z magii, którą oczarował czytelników, więc jakim prawem możemy zmieniać stworzone przez niego postacie? Parowanie ze sobą bohaterów to jedno – jeśli ktoś zrobi to umiejętnie, może powstać coś ciekawego. Ale zmienianie charakterów bohaterom jest, jak dla mnie, po prostu niewłaściwe... 

O ff, które dotyczą członków zespołów muzycznych raczej nie będę się wypowiadać, bo po prostu bardzo mało o nich wiem. Jasne, jest pełno blogów z takimi historiami, jednak w 90% są one poświęcone zespołowi One Direction, no ewentualnie Justina Biebera, ale ja nie słucham ani tego ani tego, więc oczywiście ich nie czytam. Jeśli chodzi o sportowców – natknęłam się na kilka takich ff, dotyczyły one głównie siatkarzy (a trzeba wiedzieć, że ja kocham siatkówkę), ale niestety żaden z nich mnie specjalnie nie zachwycił. 

Jeśli dobrnęliście do tej części mojego wywodu, to może wam się wydawać, że czytam tylko ff potterowskie. Przyznaję – takowe czytam najczęściej. Ale zdarza mi się również czytać ff, który dotyczy np. Igrzysk Śmierci. Jeśli już przy nich jesteśmy to muszę zaznaczyć, że bardzo je lubię i ubolewam nad tym, że jest ich coraz mniej. No i niestety, większość z tych, które czytałam pozostawia wiele do życzenia; są okropnie przewidywalne. Prawie wszystkie mają identyczny przebieg. 

Uwielbiam również ff o tematyce Percy’ego Jacksona, ale z nimi jest jeszcze gorzej, niż z tymi igrzyskowymi. Na palcach jednej ręki mogę policzyć takie, które naprawdę mi się podobały. Tematyka PJ jest także moją ulubioną w obrębie pisania, tak na marginesie. 


No i na sam koniec do omówienia zostawiałam sobie mój ulubiony rodzaj ff. Niezależnie od tego czy jest to ff potterowski, igrzyskowy czy jakikolwiek inny, najbardziej lubię te ff, gdzie głównym bohaterem jest postać całkowicie wymyślona przez autora, pisarza-amatora. Uważam, że takie prowadzenie ff daje nam największe pole do popisu. Ponadto, jeśli nasz bohater spodoba się czytelnikom radość jest podwójna. To spory sukces, kiedy czytelnicy polubią wymyśloną przez ciebie postać w takim samym stopniu, w jakim lubią postacie wymyślone przez J.K Rowling czy Ricka Riordana. Jest to też sposób na to, aby uniknąć zniekształcenia postaci. 

Ach, to jednak jeszcze nie koniec. Muszę, po prostu muszę poruszyć kwestię ff, których głównym wątkiem jest związek homoseksualny. Tak zwane yaoi i yuri. Nie czytam ich zbyt wiele, ale zdarza się. Nie będę zaczynać rozprawki na ten temat, bo do tego potrzeba osobnego postu, ale pragnę wszystkim przypomnieć, że jeżeli na panel wchodzą takie ff, należy pamiętać, iż istnieją gusta i guściki. A fascynacja czymś odmiennym świadczy raczej o tym, że ktoś jest nieograniczony, a nie zboczony czy coś w tym rodzaju. :)

Kath :)



Jeśli dobrnąłeś do końca - spraw nam przyjemność i zostaw po sobie ślad w postaci komentarza! :)

sobota, 28 czerwca 2014

"Kilka słów o..." #5

Sezonowcy

W moim poście chciałabym powiedzieć trochę o książkowych ekranizacjach, modzie na zekranizowane książki, sezonowcach. Bardzo często spotykam się z taką sytuacją że ludzie stają się fanami dzieła dopiero po ekranizacji. Słyszy się dialogi typu: 


„ Jak ja uwielbiam Gwiazd Naszych Wina ! To najwspanialszy film na świecie! 


A jak ci się podobała książka? 


Jaka książka?”



Każdy z was spotkał się chyba z taką sytuacją prawda ? Według mnie jest to bardzo denerwujące. Osoby uważają się za wielkich fanów, a tak naprawdę nie mają na dany temat zielonego pojęcia. Mogę mówić że bardzo lubię jakiś film, ale nie uważam się za fana. W moim przypadku jest tak z „Nostalgią anioła” – uwielbiam ten film, jednak książki nie czytałam i dopiero kiedy ją poznam będę mogła powiedzieć że jestem fanką. 

Kiedyś moja koleżanka powiedziała mi, że skoro tak jest, to może lepiej gdyby nie było ekranizacji ? Wtedy każdy mógłby przeczytać książkę i nie byłoby problemu sezonowców, którzy kochają serię tylko dlatego że pojawiła się ekranizacja. Moim zdaniem jest to trochę nieprawdziwe. Każdy prawdziwy fan z wielką chęcią obejrzy kinową wersję swojej ulubionej książki, będzie chciał zobaczyć jak reżyser przedstawi wydarzenia, jak poradzą sobie aktorzy. Niektóre ekranizacje są dobre, a inne tragiczne. Każdy ma na ten temat inne zdanie, oczywiście oprócz wspomnianych sezonowców. Głupota takich ludzi mnie bardzo często powala. 

Jak widać na obrazku wyżej zdarzają się i takie sytuacje, że są przekręcane tytuły, imiona bohaterów i wszystko inne co związane z książką i filmem. Prawdziwi fani bardzo często reagują na to bardzo emocjonalnie. Rozumiem was! Jednak uważam, że nie jest to dobre podejście. Sezonowcy zawsze byli, są i będą, i trzeba umieć ich olać, może namówić do przeczytania książki? Może uda wam się jakoś z sezonowca który uważa się za wielkiego znawcę, zrobić prawdziwego fana? Zawsze warto próbować! A jeśli chodzi o modę na zekranizowane książki, no cóż moje zdanie jest takie, że to bardzo pomaga. Zawsze kiedy coś pojawia się na ekranie i okazuje się adaptacją, czy ekranizacją duża część osób sięga po książkę. Staje się wtedy ona bardziej popularna, modna. 

Uważam, jednak, że jeśli znamy książki bez ekranizacji, są one tak samo dobre jak te zekranizowane, często nawet możemy znaleźć lepsze książki od tych modnych. A wy jak myślicie? Jakie jest wasze zdanie na temat ekranizacji i sezonowców?

Bennet :)


sobota, 21 czerwca 2014

"Kilka słów o..." #4

  Tajemnicze TBR




Jestem bibliofilką. Przyznaję się do tego bez bicia. A u mnie na dodatek połączone jest to z miłością do kupowania książek. Jak tylko znajdę się w pobliżu księgarni, zaraz muszę do niej wejść, a najlepiej coś kupić. W tamtym momencie nie zwracam uwagi na to, że w domu mam kilkadziesiąt, nieprzeczytanych jeszcze, powieści. Wyzwanie "Z półki" trochę poprawiło sytuację, ale to nie zmienia faktu, że nigdy nie wiem za jaką książkę zabrać się jako pierwszą.

Na #TBR, czyli To Be Read natknęłam się na TYM blogu. Po przeczytaniu TEGO postu pomyślałam: "Czemu nie spróbować? Nie ma dużo do zrobienia, a sam pomysł też wydaje się całkiem niezły."

Ale co to w ogóle jest to TBR? To sposób na wybranie książki do przeczytania spośród kilku lub kilkudziesięciu innych za pomocą losowania. Wystarczy jakiś słoik, kubek czy po prostu niewielki pojemnik, a w nim karteczki z autorem i tytułem każdej nieprzeczytanej książki lub tej czekającej na ponowne przeczytanie.

Trochę minęło między postanowieniem a wykonaniem. Raz nie miałam pojemnika, innym razem czasu, a jeszcze później po prostu o tym zapomniałam. Ale jak widać na zdjęciach wreszcie znalazłam chwilę i oto jest. Teraz nie mam problemu ze zdecydowaniem się, którą książkę przeczytać jako pierwszą. Z tego rozwiązania korzystałam dopiero 3 razy, ale jestem pewna, że będzie więcej takich okazji.

Stosujecie #TBR? A może macie własne, podobne, autorskie pomysły? Podzielcie się z nami nimi :)

Bibliofilka ^.^

sobota, 7 czerwca 2014

"Kilka słów o..." #3


"Kilka słów o..." - Czytaniu w XXI w.

Wiele razy zastanawiam się, jakim cudem nasz świat chce nadal się rozwijać, kiedy na naszym horyzoncie pojawia się coraz więcej "idiotów"... Starsi ludzie dziwią się, czemu dzisiejsza młodzież, jest taka inna? Zastanówmy się... Biorąc pod uwagę to, że większość współczesnych nastolatków, nie znosi czytać, to w jaki sposób, tak naprawdę mają się rozwijać?

Starsze pokolenia, nawet już pokolenie naszych rodziców - nie wyobrażało sobie życia bez lektury, bo tym sposobem zgłębiali wiedzę. W naszej erze, telefonów komórkowych, facebook'a, liczy się przeważnie popularność, lans i moda. Czytanie to "obciach", o czy świadczą również takie obrazki, na popularnych stronach internetowych:

Coraz częściej spotykam się z taką sytuacją:


Czy naprawdę nasze pokolenie jest na to skazane?
Muszę powiedzieć, że nie do końca - każdy z nas może mieć na to wpływ. Czasem wystarczy niewiele - podarować znajomym na urodziny ciekawą powieść - w tematyce jaka ich interesuje. Wspaniałe jest to, że coraz więcej osób sięga po książki - przynajmniej raz na czas. Na swojej stronie Czytanie, pisarstwo, pasja - love books na początku samotnie umieszczałam ciekawe rzeczy o książkach, lecz później, otrzymałam również kilka wiadomości z podziękowaniami, za to, że dzięki tej stronie, dzięki tym wszystkim ciekawym postom wiele osób sięgnęło po książki. To były naprawdę fantastyczne wiadomości - bo cóż może być wspanialszego niż nowy bibliofil?


Zamieszczam wam tutaj ten wspaniały cytat pana. Martina, bo sama tak uważam - każdy z nas może prowadzić jedno życie, które wśród współczesnej młodzieży skupia się przede wszystkim na wyglądzie zewnętrznym, lub też możemy codziennie wejść w życie naszych bohaterów książkowych, przeżyć z nimi fantastyczne przygody, razem z nimi płakać i śmiać się. Możemy dowiedzieć się coraz więcej ciekawych rzeczy. Te rzeczy są na prawdę bardzo ważne, bo dzięki czytaniu tak naprawdę również my się zmieniamy - potrafimy się lepiej wypowiadać ustnie i pisemnie, mamy bogatsze słownictwo, popełniamy mniej błędów ortograficznych - książki wprowadzają same plusy.

_________________________
Mam nadzieję, że nie zanudziłam, was moim wywodem :)
Post ten pojawił się również w podobnej wersji, na moim osobistych blogu :)
Piszcie co wy, na ten temat sądzicie ;)
Iadala


niedziela, 18 maja 2014

"Kilka słów o..." #2

Modne książki


Raz dwa trzy próba mikrofonu. Działa? Działa.

Dzień dobry, cześć i czołem moje drogie kochane jeże książkowe.

Ale dobrze już się uspokajam i przechodzę do tematu - modne książki. Chodzi mi tutaj głównie o literaturę dla młodzieży. Zapewne większość (jak nie wszyscy) z Was zna takie książki jak Igrzyska śmierci, Harry Potter, Gwiazd naszych wina, Dary Anioła, Niezgodna, Percy Jackson, Diabelskie Maszyny, Gra o Tron, Złodziejka książek, Mroczne umysły... Mogłabym ciągnąć jeszcze całkiem długo te listę. Chodzi mi o to że zapewne większość z Was to czytała bądź słyszała o tych książkach. Oczywiście wiem, ze większa część tych książek jest znana z powodu swojej wyjątkowości i pięknej fabuły, ale... Znam kilka osób, które nie sięgają po nic innego niż modne książki.


Oczywiście ja sama czytałam większość podanych książek jednak nie rozumiem fenomenu niektórych z nich (nie powiem których). Jednak kochani! Są jeszcze książki zupełnie nieznane, a równie wspaniałe jak te modne (a może nawet lepsze?) książki. Wystarczy przejść się do najbliższej biblioteki! Ja nie mam takiej możliwości by móc kupować książki, większość wypożyczam i właśnie przez to natknęłam się na wiele (nieznanych) książek, które zawładnęły moim sercem. Morał mojej nieskładnej i bezsensownej wypowiedzi jest mniej więcej taki: Zaglądajcie do bibliotek! I nie idźcie ślepo za modą! Możecie znaleźć dużo świetnych książek, które nie są znane!

/Mrs. Malfoy

_________________________________________________________
Jak Wam się podobał mój pierwszy post? Mam zamiar rozbić ten temat na co najmniej 2 części więc spodziewajcie się niedługo czegoś nowego :)
Bo kto lubi mole? A jeżyki są takie piękne! (Pozdrowienia dla Fandomu serialu Sherlock xD) 
Przepraszam za ciągłe używanie słowa "książka" w moich wypowiedziach, ale inaczej się nie dało xD.

sobota, 3 maja 2014

"Kilka słów o..." #1


Hejoooo! :)

Oto pierwsza notka „Przemyśleń Alyss”. Będzie to seria różnych wpisów, poruszających najróżniejsze problemy, dręczące początkujących pisarzy i bloggerów. W odróżnieniu od „Kącika Pisarza” będzie poruszać kwestie głównie techniczne. :)


Dzisiejszy, pierwszy wpis będzie dotyczył tego, gdzie przechowywać swoje dzieła. Ponieważ mogliście to zrozumieć na różne sposoby, już śpieszę z wyjaśnieniami. Posłużę się najpierw przykładem bloggerów, którzy piszą opowiadania lub serie fanfiction, dla lepszego zobrazowania sytuacji. Często bywa, że złapie takiego naszego przyjaciela wena na pisanie. Pisze wtedy bardzo dużo, ale oczywiście nie dodaje tego wszystkiego od razu na bloga czy stronę, tylko zostawia te dzieła na późniejszy okres kiedy nie będzie miał weny, by dodawać wpisy w dość regularnych odstępach. I tu pojawia się dla wielu osób spory problem - gdzie przechowywać gotowe wpisy?

Zagadnienie dość banalne, ale każdy tak naprawdę, będzie chciał odpowiedzieć inaczej. Pierwsza grupa osób odpowie, że oczywiście, że na pendrive`ie (przepraszam, nie wiem jak zapisać odmianę ). Nie polecam tego rozwiązania osobom, które mają tendencję do gubienia różnych rzeczy, gdyż po prostu go zgubią i wszystko przepadnie. Podobna sytuacja spotka osoby, które postanowią wydrukować notki i przechowywać je w teczce. Dla osób dobrze zorganizowanych może to być doskonałe rozwiązanie, ale niestety nie wszyscy do nich należymy .